Strona Główna

Nasz program

O nas

Forum

Galeria zdjęć

PIONIERZY

Kontakt
Artykuły:
Jan Włodarek
Historia
Sylwetki
Wywiady
Porady
Trening
Dietetyka
Medycyna
Wspomaganie
Sterydy
Ośrodki
RÓŻNE
Statystyka
Odwiedziło nas:
1009706
osób.
Oni są z nami:

Dzisiaj jest niedziela 20 Maja 2012.
Imieniny obchodzą: Aleksander, Bazyli, Bernardyn, Krystyna
SZANOWNI CZYTELNICY

Z UWAGI NA PROWADZONE PRACE TECHNICZNE NA JWIP.PL, DO 25 MAJA NIE BĘDĄ WSTAWIANE NOWE ARTYKUŁY.

POLECAMY JEDNAK PRZECZYTAĆ UNIKALNE ARTYKUŁY ZNAJDUJĄCE SIĘ W TEMATYCZNYCH DZIAŁACH

FORUM FUNKCJONUJE BEZ ZAKŁÓCEŃ, WSTRZYMANA JEST TYLKO REJESTRACJA NOWYCH UŻYTKOWNIKÓW.

PRZEPRASZAMY ZA UTRUDNIENIA.
JWIP.PL 13 MAJA 2012 R.

Dr Waldemar Wojciech Bednarski nie rdzewieje! Aut. Jan Włodarek

Na zdjęciu: Waldemar Wojciech Bednarski, fot. Jan Włodarek maj 2012 r.

Dla Doktora Bednarskiego z Puław ruch jest lekarstwem doskonałym. Ma On 79 lat, a dzięki codziennej gimnastyce i ćwiczeniom siłowym zachował świeżość umysłu i sprawność ciała. Już w młodości zdał sobie sprawę, że cywilizacja - dobrodziejstwo dla wygody człowieka, oszczędza wysiłek fizyczny, przez mechanizację wielu czynności, a w konsekwencji prowadzi do pewnej degradacji fizycznej człowieka. Ćwiczy więc i codziennie spaceruje po świeżym powietrzu utrzymując kontakt z przyrodą.

Docenia znaczenia systematycznych ćwiczeń. Codziennie wstaje o godzinie szóstej, a dzień od ponad 40 lat zaczyna od gimnastycznego rozruchu ciała, następnie przechodzi do ćwiczeń sztangielkami i rozciągania sprężyn. I już dobrze rozgrzany wykonuje jedną serię 60 pompek na podłodze (dłonie rozstawione na szerokość barków). Po pięciu minutach przerwy robi pompki w szerokim rozstawieniu dłoni, wykonując 80 powtórzeń! Ostatnim ćwiczeniem jest podciąganie na drążku. Podciąga się 15 razy, a waży 75 kg.

To rewelacyjne wyniki, których mogą pozazdrościć 18 –latkowie!

Doktor wie, że „starzy, a jednak młodzi”, to o nich często pisał Stanisław Zakrzewski - Ojciec Polskiej Kulturystyki.

Naszym czytelnikom przesyła przesłanie: pamiętajcie , chcecie być młodzi - korzystajcie z ćwiczeń gimnastyczno – siłowych.




W maju ukazała się w Tomaszowie Lubelskim bardzo interesująca książka dr Waldemara Wojciecha Bednarskiego pt. „ Z dziejów kolaboracji na Lubelszczyźnie i Podlesiu w latach wojny i okupacji niemiecko - sowieckiej”. Jest ona oparta na materiałach archiwalnych, wybranej literaturze podmiotu, materiałach publicystycznych oraz relacjach wspomnieniach uczestników wydarzeń z tych trudnych i tragicznych lat. W Aneksach zamieszczono dodatkowe artykuły, które wzbogacają wiedzę o wydarzeniach z lat wojny i okupacji…

W dziale „WYWIADY” JWIP.PL, proszę przeczytać rozmowę z Waldemarem W. Bednarskim pt. „Ćwiczę umysł i ciało”.
Autor: Jan Włodarek, maj 2012 r.
Rej.564./ Pionierzy - 33/2012.05.11/JWIP.PL


Pionierzy nauczania kulturystyki. Aut. Jan Włodarek

Kulturystyka wprowadzona do Polski przez Stanisława Zakrzewskiego, w odróżnieniu od uprawianej na Zachodzie, w latach 60. i 70-tych zapewniała ćwiczącym wszechstronny rozwój fizyczny. Obok kształtowania mięśni, rozwijała siły i sprawność fizyczną. Ponadto wdrażała do systematyczności oraz prowadzenia zdrowego trybu życia. Stała się też jednym ze sposobów kształtowania osobowości młodzieży.

Na początku nie było instruktorów, specjalistycznego sprzętu, sal treningowych,
ani środków finansowych. Byli zaś chętni do ćwiczeń, wzorce metodyczne oraz teoretyczne podstawy rozwiązań zróżnicowanych wg wieku i zaawansowania treningowego, podawane przez Stanisława Zakrzewskiego w Jego książkach i na łamach „SdW".

Nauka - na szczęście - nie poszła w las. Co wybitniejsi spośród jego uczniów i aktywni społecznicy, zaczęli tworzyć mocne podwaliny pod polską kulturystykę, która obecnie jest jedną z dziedzin naszej kultury fizycznej.


Do wybijających się należeli m.in.:
Jerzy Baranowski (Łódź), Lech Bednarek (Sopot), Kazimierz Gano (Bydgoszcz), Henryk Jasiak, Józef Radziwiłko, Wojciech Cieplak, Jerzy Grodek, Andrzej Jasiński, Mirosław Wożniak (Warszawa), Janusz Kruczek (Kraków), Aleksander Małachowski (Wrocław), Stanisław Marcinek (Kraków), Ryszard Paciejewski (Elbląg).

Większość z nich, wraz z innymi entuzjastami nowego sportu, była w roku 1960 uczestnikami pierwszego w kraju kursu instruktorów, zorganizowanego przez Polski Związek Podnoszenia Ciężarów i Kulturystyki, w warszawskim AWF. Po zdanych egzaminach z wiedzy teoretycznej oraz praktycznego prowadzenia zajęć, uczestnicy tego kursu uzyskali stopnie instruktora oraz pomocnika instruktora ze specjalnością kulturystyki i ćwiczeń siłowych.

Stanisław Zakrzewski, inicjator tego kursu i zarazem główny wykładowca, wpajał zasady wszechstronnego rozwijania organizmu młodego człowieka, poprzez systematyczne treningi. Uczył, jak zwiększać masę mięśni, poprawiać sylwetkę oraz przygotowywać ćwiczących do intensywnego treningu. Zalecał, przynajmniej raz w tygodniu, przeprowadzać ćwiczenia metodą naturalną: biegi, skoki dosiężne, rzuty dużym kamieniem, skoki przez rowy itp. oraz ćwiczenia gimnastyczne. Zwracał też uwagę na to, że zadaniem instruktora jest również kształtowanie osobowości i umysłu ćwiczących.

Za tym szkoleniem poszły inne, z coraz szerszym programem nauczania, w tym kursy sędziowskie.
W roku 1965 nastąpił rozbrat podnoszenia ciężarów z kulturystyką. Szkoleniem instruktorów kulturystyki zajął się Zarząd Główny TKKF. W roli wykładowców zadebiutowali m.in. pierwsi instruktorzy: Henryk Jasiak, ciężarowiec, kulturysta i dziennikarz propagujący ćwiczenia siłowe na łamach „SdW" oraz Jerzy Baranowski.

Te pierwsze kursy w niewielkim tylko stopniu pokrywały ogromne zapotrzebowanie na instruktorów i ich pomocników. W większości ośrodków zajęcia dalej prowadziły osoby przysposobione z doświadczeniem wyniesionym raczej z podnoszenia ciężarów. Dopiero w czerwcu 1967 r. ZG TKKF, oficjalny opiekun kulturystów, zdecydował się przeprowadzić kurs instruktorów rekreacji fizycznej ze specjalnością kulturystyki. Było to jedno z najważniejszych i najlepiej przeprowadzonych szkoleń w latach 1960-1970. Poprzedziło go wydanie jedynego w owym czasie „Poradnika metodycznego instruktora kulturystyki". Autorami byli: J. Baranowski, H. Jasiak, M. Krzyszkowski. Kurs przeprowadzony został w Wołominie, a jego uczestnikami m.in. byli: Leopold Dzitkowski (Piotrków Trybunalski), Witold Majchrzak (Bydgoszcz), Stefan Polis (Częstochowa), Zdzislaw Radulski (Radom) Tadeusz Piętak (Otwock k/W-wy, Józef Stelmasiak (Łódź), Jan Włodarek (Warszawa).

W następnych latach szkolenia odbywały się już systematycznie. Mirosław Głogowski - instruktor, sędzia i organizator, obecnie mieszkający w Londynie, w liście do autora, tak wspomina swój udział w dwuetapowym kursie, jaki został przeprowadzony przez AWF we Wrocławiu w latach 1974 i 1975.

„Nauczanie było na wysokim poziomie. Obejmowało anatomię, biomechanikę, fizjologię wysiłku sportowego, psychologię, socjologię i dydaktykę nauczania. Wykłady odbywały się w laboratoriach i pracowniach uczelni. Dawało to kursantom dostęp do najnowszych wyników badań naukowych i możliwość zapoznania się ze stosowanymi metodami. Część praktyczną - treningi siłowe i ogólnorozwojowe - prowadził dr Zbigniew Makuch, zaś naukę pozowania - byli kulturyści: Andrzej Szczurzewski, choreograf wrocławskiego Teatru Pantomimy, wspomagany przez Stefana Niedziałkowskiego, też mima i byłego mistrza w kulturystyce. Po zdanym egzaminie, książeczki instruktorów otrzymali znani później w światku atletów m.in.: Adam Kornowski (Poznań), Lech Pawlik i Jerzy Morawski (Kraków), Marian Pienkosz (Warszawa), Andrzej Morzyszek (Pabianice), Andrzej Wojniusz, Andrzej Wilemski, Andrzej Sikorski (Olsztyn)".

Należy podkreślić, że w tych pionierskich czasach naszej kulturystyki instruktorzy pracowali z pasją i dużym zaangażowaniem. Szczególnie dużo czasu poświęcali początkującym. Układali im programy treningowe, sprawdzali prawidłowość ich realizacji, wyjaśniali zasady treningu, uczyli anatomii człowieka oraz wpajali potrzebę przestrzegania higieny i odpowiedniego odżywiania oraz właściwego zachowania. Tam, gdzie było to możliwe, przeprowadzali ogólnorozwojowe zajęcia w terenie, rozwijające m.in. szybkość i wytrzymałość. Co kwartał były sprawdziany np. w wyciskaniu sztangi w leżeniu, czy podciąganiu na drążku, zaś bardziej zaawansowani - w przysiadzie ze sztangą i martwym ciągu.

Z powodzeniem startowali też w zawodach m.in.: Leopold Dzitkowski (Piotrków Trybunalski), Krzysztof Dziubek (Łódź), Andrzej Gawroch (Czarnków), Gabriel Kunecki (Łódź), Jan Kozłowski (Warszawa), Waldemar Nol (Ostrołęka) Krzysztof Polubiec (Warszawa), Stanisław Ptaszyński (Warszawa), Boleslaw Secomski (Warszawa), Andrzej Urbański (Warszawa), Bronisław Wagner (Wrocław), Wieslaw Wnęk (Kraków), Antoni Wojewoda (Warszawa), Marian Wysocki (Świętochłowice), a instruktorzy: Henryk Szczepański (Poznań), Antoni Kołecki (Łódź), Janusz Woch (Lubin}, Jan Włodarek (Warszawa) i Andrzej Laskowski (Warszawa) znaleźli się w grupie 10-ciu najlepszych zawodników lat 1960-1980, wybranych przez czytelników czasopisma „Rekreacja Fizyczna" oraz działaczy sędziów i instruktorów.

W latach 60-tych i 70-tych kulturystyka uprawiana rekreacyjnie i wyczynowo była „bezkoksowa", wszechstronna i zdrowa. Niektórzy z ówcześnie trenujących i instruktorów ćwiczą do dziś i są w dobrej formie.
Obecnie kulturystyka jest już zróżnicowana, dla wszystkich, bez względu na wiek i płeć, ale skażona plagą niedozwolonego wspomagania farmaceutycznego.

Pod opieką instruktorów można zadbać o rozwój swoich mięśni i dobrą kondycję. Ośrodki - kluby o charakterze komercyjnym, przyciągają coraz nowocześniejszym i komfortowym sprzętem. Za wysoki standard trzeba zapłacić ponad 150 zł miesięcznie. Znacznie taniej, ale w skromniejszych warunkach można ćwiczyć w małych klubach np. osiedlowych, które są wszędzie, zaś kulturystykę wyczynową na ogół uprawia się w tzw. „pakerniach". Cześć z nich powstała jeszcze w latach 60. i 70-tych.

Pod opieką doświadczonych instruktorów ćwiczy się bezpiecznie, gdyż można mieć pewność, że dostosują oni odpowiednie do naszych możliwości ćwiczenia i obciążenia, a nie będą narzucać nam metod treningowych przeznaczonych dla wyczynowców, co może szybko doprowadzić nasz organizm do przeciążeń nadmiernym wysiłkiem fizycznym, a w konsekwencji do rezygnacji z uprawiania kulturystyki.

Lekarze i fizjolodzy zwracają uwagę, że moda na kulturystykę bywa niekiedy nadużywana i wykorzystywana. Zalecanie młodemu osobnikowi wykonywania tylko statycznych ćwiczeń w celu uzyskania jak największych mięśni i jednoczesne pomijania ćwiczeń rozwijających szybkość, gibkość, wytrzymałość nie przystaje do sportu rekreacyjno-zdrowotnego.

Tendencja lansowania treningów opierających się tylko na dźwiganiu ciężarów, spożywaniu środków na przyrost masy mięśniowej i nadmiernym wysiłku fizycznym, wymagającym dużej ilości czasu na trening, nie jest odpowiednia do potrzeb i możliwość przeciętnego ćwiczącego, który im starszy, tym bardziej chce być przede wszystkim zdrowy i sprawny fizycznie. Odrębnym problemem, bardzo szkodliwym dla kulturystyki, jest zjawisko stosowania środków farmaceutycznych - dopingujących, przez ćwiczącą młodzież i w tym niechlubną rolę odgrywają niektórzy instruktorzy.
Autor:Jan Włodarek marzec 2003 r.
Rej.535/J.W. -49/2012.05.12/JWIP.PL
Aktualizacja: 2012.05.12, godz. 22:05


Stanisław Ptaszyński wybrał się do Warszawy

Na zdjęciu: Stanisław Ptaszyński i Jan Włodarek, 8 maja 2012 r.

Staszek – czołowy polski kulturysta i długoletni instruktor tego sportu w latach 60 – tych przyjechał z Chicago, w którym mieszka od ponad 30 lat.

W Warszawie załatwia swoje sprawy rodzinne, zrobił sobie wycieczkę po nowych ciekawych miejscach mundialowych stolicy i tych, które wyrastają ja grzyby po deszczu. Był pod ich wrażeniem. Wpadł do teatru i siłowni, w której ćwiczy Jan Włodarek i razem spędzili kilka godzin w kawiarni. Oczywiście była pyszna kawa i szarlotka na ciepło, a na deser wspomnienia i rozmowa o obecnych czasach.

Był również wątek kulturystyki, temat na czasie – koksiarstwo, zagłuszające idee głoszone w latach 60 – tych przez Stanisława Zakrzewskiego. Gdy Staszek o tym mówił, czuło się niezadowolenie i rozgoryczenie tym stanem.


Staszek – twardo stąpa po ziemi i jest mocno zakotwiczony w rzeczywistość, więc bez trudu i wyraźnie dostrzega, to co aktualnie dzieję się w Polsce. Jedni szybko się bogacą, a inni popadają w nędze.
Mimo tego cieszy się ze choć tylko na kilka dni przyjechał do Warszawy, to zdążył napawać się jej niepowtarzalną atmosferą. Zapowiedział, że następnym razem gdy przyjedzie będzie miał czas na kilka treningów w warszawskich siłowniach.
Do zobaczenia za rok!

Polecamy zapoznać się z rozmową ze Staszkiem, jest w dziale „WYWIADY” oraz zobaczyć galerie zdjęć: „Stanisław Ptaszyński”.
J.W. 7 maja 2012 r.
Rej.563/Pionierzy - 32 /2012.05.07/JWIP.Pl


Stanisław Zakrzewski - twórca polskiej kulturystyki
NIE POZWOLIMY ZAPOMNIEĆ O STANISŁAWIE ZAKRZEWSKIM - OJCU POLSKIEJ KULTURYSTYKI!


Na zdjęciu Stanisław Zakrzewski

Od śmierci Stanisława Zakrzewskiego upłyneło już wiele lat. Tego nieocenionego prekursora, rzecz można ojca polskiej kulturystyki, pamiętają już tylko ci, którzy znali go bezpośrednio, lub poznali poprzez ówczesną – jakże skromną – literaturę kulturystyczną, w tym stworzony przez niego „Sport dla Wszystkich”. Najwyższa więc pora na przypomnienie tego niezwykłego człowieka i jego pionierskich dokonań.

Stanisław Zakrzewski urodził się 5 maja 1907 r. w Gnieźnie. Był liczącym się sportowcem, bardzo dobrym trenerem, dziennikarzem oraz wybitnym znawcą kultury fizycznej. Była ona Jego pasją, a kulturystykę szczególnie hołubił i poświęcił jej ostatnich 15 lat swojego życia.


Sport rozpoczął od uprawiania lekkiejatletyki. Trenował też łyżwiarstwo szybkie, hokej na lodzie, boks i pływanie. Liczące się sukcesy odnosił w skoku o tyczce. W tej konkurencji, w barwach poznańskiego AZS , trzykrotnie zajmował 3 miejsce w mistrzostwach Polski, a w Akademickich Mistrzostwach Świata, dwukrotnie 5 miejsce. Na Uniwersytecie Poznańskim, uzyskał tytuł magistra wychowania fizycznego. Po studiach podjął pracę w Wydziale Wychowania Fizycznego i Przysposobienia Wojskowego Urzędu Miejskiego w Poznaniu, a następnie w Urzędzie w Bydgoszczy na stanowisku wicedyrektora. Stanowiska te były w strukturze Ministerstwa Spraw Wojskowych tak, jak np. Akademia Wychowania Fizycznego w Warszawie. W 1938 r. został trenerem skoczków w Polskim Związku Lekkiej Atletyki.

Hitlerowska agresja na Polskę przerwała Jego karierę zawodową. Podjął zbrojną walkę z okupantem. W 1942 był więziony w Gnieźnie i przesłuchiwany przez Gestapo, w grudniu tego roku uciekł do Generalnej Guberni. Walczył w szeregach Armii Krajowej, m.in. w Powstaniu Warszawskim. Po wyzwoleniu został uznany za wroga Armii Czerwonej i skazany na długoletnie więzienie. Był osadzony (lata 1951 – 1954) w budynku Warszawskiej Informacji Wojskowej i przesłuchiwany także przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. W tym czasie byli tam również uwięzieni wyżsi oficerowie Wojska Polskiego m.in. generał Józef Kuropieska oraz politycy Wiesław Gomułka, Marian Spychalski, i wielu innych skazanych na długoletni pobyt w więzieniu lub czekających na śmierć.
W roku 1958 Stanisław Zakrzewski został w pełni zrehabilitowany przez Sąd Najwyższy i równocześnie dekretem Prezesa Rady Ministrów PRL.


Powrócił do sportu i dziennikarstwa. Organizował życie sportowe w Polsce. Był m.in. wiceprezesem ds. szkoleniowych PZLA, trenerem kadry olimpijskiej i sędzią sportowym.

Odrębnym rozdziałem w biografii Stanisława Zakrzewskiego jest dziennikarstwo i praca publicystyczna. Już w latach trzydziestych pisywał do sportowych czasopism: “Raz, Dwa, Trzy”, “Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, “Stadionu” oraz do “Tygodnika Sportowego”.
Po wojnie został pierwszym szefem utworzonego “Sportowca”. Uruchomił “Lekką Atletykę” i “Koło Sportowe”, które przekształcił w „Sport dla Wszystkich”, Od początku istnienia tego legendarnego czasopisma aż do 1966 r. był w nim redaktorem naczelnym. Później pracował w różnych redakcjach sportowych, ostatnio w miesięczniku „Żagle” na stanowisku sekretarza.

Rozległą wiedzę zdobywał przez lata praktyki oraz literaturę, głównie anglojęzyczną. W domu miał ponad 3 tys książek w różnych językach, a czytał w 8 językach. Hojnie dzielił się swoją przeogromną wiedzą. Napisał setki artykułów i ponad 20 książek z zakresu historii sportu oraz ćwiczeń siłowych i kulturystyki. Ich łączny nakład wyniósł ponad milion egzemplarzy.

Z kulturystyką zetknął się w czasopismach zagranicznych, szczególnie angielskich, jak również i w kontaktach bezpośrednich. Było to w latach 50 – tych przy okazji pobytu w Polsce grupy amerykańskich ciężarowców, wśród których byli znakomici kulturyści, jak np. Tomy Konno. Opiekował się nimi Bob Hoffman –organizator sportów siłowych. dziennikarz, wydawca czasopism kulturystycznych ( m.in. "Strength and Health"), multimilioner oraz były ciężarowiec i kulturysta.

Stanisław Zakrzewski dobrze rozumiał młodzież i jej marzenia oraz pragnienie wysokiej sprawności fizycznej, siły i dobrze uformowanej sylwetki. Uważał, że uprawianie ćwiczeń siłowych zapewni wszechstronny i harmonijny rozwój młodych pokoleń, zwiększy ich wytrzymałość i zdrowotność, w tym psychiczną kondycję oraz przygotuje do dorosłego życia. Twierdził też, że uprawianie ćwiczeń siłowych to możliwość przyjemnego spędzenia wolnego czasu oraz nowy sposób wzmacniania poczucia własnej wartości i współzależności od społeczeństwa, w którym mieli być przez całe życie. Dostrzegał również tych, którzy potrzebowali przywracania im pełnej sprawności fizycznej oraz tych, którzy młodość mieli już za sobą.

W połowie lat pięćdziesiątych, na łamach “Sportu dla Wszystkich”, przedstawił jako pierwszy w Polsce system ćwiczeń siłowych, tzw. “budowania mięśni”. Do tego popularnego na zachodzie Europy i USA programu kształtowania mięśni wprowadził ćwiczenia siły i gimnastyki, tworząc polską szkołę kulturystyki .
W lutym 1957r. zwrócił się do czytelników z apelem o powszechne uprawianie kulturystyki. Zapewnił, że ćwicząc można w krótkim czasie wypracować umięśnienie i znacznie zwiększyć siłę i ogólną sprawność fizyczną.
W „SdW” zaczął lansować ten polski model wszechstronnego kulturysty ucząc czytelników skutecznego treningu. Publikował szereg artykułów, np. „Kulturystyka – ale jako podstawa wszechstronności sportowej”, „Wszechstronność – naczelna dewiza każdego ćwiczącego”, „ Przez „SdW” do zdrowia sprawności, siły i piękna”, „W kulturystyce trening świadomym” itd. Prowadził też stałe rubryki m.in.: „Dzięki naszym ćwiczeniom”, ”Między nami”, „Kulturystyka dla kobiet”. Przedstawiał: metody treningowe i biografie zawodników najlepszych w kraju i na świecie, relacje z zawodów i wskazówki, schematy treningowe, również dla dziewcząt. W obszernym zbiorze materiałów, czytelnik mógł bez trudu znaleźć dla siebie odpowiednie porady.

Za propagowanie mody na silnego i zgrabnego młodzieńca był często atakowany, głównie przez dziennikarzy, którzy nie rozumieli pożytecznej mody na kulturystykę i nie pojmowali, że można mieć duże bicepsy, ale jednocześnie być silnym i sprawnym. Zarzucali Mu, że stworzył „sztukę dla sztuki”, czyli system rozwoju umięśnienia na pokaz. Wtórowali im niektórzy prominenci z władzy sportów olimpijskich, krytykując Stanisława Zakrzewskiego za to, że odciąga młodzież od uprawiania dyscyplin sportowych. Na początku nawet doprowadzili do przejęcia kulturystów przez Związek Podnoszenia Ciężarów, który to jednak nie sprostał nowym zadaniom organizacyjnym i szybko się ich pozbył.

Stanisław Zakrzewski w tym trudnym okresie dla kulturystyki, stanie jej zagrożenia, dobrze rozumiał, że jego sport, aby przetrwał musi być przydatny społecznie. Polemizował z jej wrogami na łamach „SdW” i na konferencjach poświeconych kulturystyce. Przedstawiał argumenty i przekonywał, że kulturystyka ma społeczne walory i jest przydatna dla młodzieży. W tej walce wspierali go członkowie kolegium „SdW”, m. in. Józef Rutkowski, wiceprzewodniczący GKKFiT, Tomasz Lempart, sekretarz generalny PKOL, Feliks Kędziorek, prezes TKKF, wieloletni działacz młodzieżowy i sportowy oraz liczne grono entuzjastów nowego sportu.

Nie ustawał też we wpajaniu czytelnikom właściwych wzorców zachowania. Na łamach „SdW”, napisał „Nasza siła jest naszą chlubą. Wkładamy wiele pracy w wyrobienie mięśni, w uzyskanie pięknej, harmonijnej budowy. Nasze ciało jest zdrowe. Nasza sylwetka wzbudza podziw, ale wasze mięśnie – mówią złośliwi - rozwijacie tylko po to, aby się nimi pysznić na arenach konkursów. Ich nieprzydatność zakrawa na groteskę. Ma posmak błazeństwa. (...) Jest w tym ziarno prawdy. Jak często ograniczamy się do pokazu mięśni, jak rzadko, z pożytkiem dla siebie czy innych wykorzystujemy ukrytą w nich siłę”.

Był to temat do którego często powracał apelując do kulturystów, aby swoją siłą i sprawnością zyskiwać dla kulturystyki przychylność opinii społecznej. W artykule „Pogotowie siły” napisał: „Jakże inaczej spojrzy bezradny tłum gapiów na kulturystę, który pierwszy rzuci się na pomoc tonącemu(...) osłoni napadniętego, udzieli pomocy słabszemu, zawsze będzie siłę swą pożytkować, aby służyć innemu.(...) Może nie dziś, nie jutro, ale po jakimś czasie przekonają się ludzie, że mięśnie służą nie tylko na pokaz. I nie tylko nam samym. Że i siłę i sprawność oddajemy na usługi naszemu sportowi, naszemu społeczeństwu”. Te znamienne słowa stale powinny być przypominane, szczególnie tym, dla których głównym celem treningów jest przewalista sylwetka o mięśniach „napompowanych” niezdrowymi farmaceutykami.

Ogromny wysiłek Stanisława Zakrzewskiego przyniósł rezultaty. Kulturystyka stała się trwałą częścią programu Zarządu Głównego TKKF, a On sam został przewodniczącym społecznej Centralnej Komisji Kulturystyki. Kierował nią do 1972 roku.
Znalazł też sojusznika w generalicji Wojska Polskiego, która potrzebowała zdrowych, silnych i sprawnych poborowych. Kulturystyka podobała się również organizacjom młodzieżowym, widzącym w niej sposób na wyżycie się i przyjemne spędzanie wolnego czasu przez młodzież.

Szybko wzrastał nakład „SdW”, z 9.365 egzemplarzy w maju 1958 r. do 100 tys. egz. w grudniu 1961r. W następnych latach, chociaż nakład dalej wzrastał „SdW” można było kupić tylko „po znajomości ,spod lady”.

Stanisław Zakrzewski kulturystykę popularyzował również w swoich książkach, cenionych również dzisiaj. Jest autorem m.in.: kultowego poradnika -„Jak stać się silnym i sprawnym”(1961), „Siła, sprawność, piękno”(1962), „ABC młodego siłacza”(1965), „Znów młody”(1968),”Co dzień silniejszy i sprawniejszy”(1972), „Z silnych najsilniejsi” (1973, wydana po jego śmierci). W swoich książkach, wielokrotnie wznawianych lansuje wszechstronny trening, uczy sposobów trenowania i daje wskazówki do ćwiczeń, akcentuje siłę i sprawność. Propaguje potrzebę pracy nad sobą (bez względu na wiek), pomaga w formowaniu właściwego stosunku do własnego organizmu i głosi potrzebę racjonalnej troski o zdrowie. Jako dotychczas jeden z nielicznych autorów o kulturystyce daje przejrzyste wskazówki do ćwiczeń młodemu odbiorcy w wieku dojrzewania.

Z Jego książek i artykułów w „SdW” uczyli się również kulturyści z byłego Związku Radzieckiego i tzw. KDL (Czechosłowacji, NRD, Węgier, Bułgarii, Rumunii). Obecnie z Jego książek korzysta już trzecie pokolenie, są to „białe kruki” przechowywane w domach z największą pieczołowitością.
Był autentycznym entuzjastą tego, co robił. Kulturystyce poświęcał cały swój czas i wiedzę. Był prężnym organizatorem łączącym pracę zawodową z zamiłowaniem do kulturystyki. Sprawnie prowadził „SdW” i kierował krajowym ruchem kulturystycznym. Zawsze był darzony szacunkiem i ofiarnie wspierany przez liczne grono społecznych działaczy, którzy uczyli się od Niego „dobrej roboty”.
Powstały nowe ośrodki kulturystyczne, ciągle przybywało ćwiczących. Szacowano, że już pod koniec 1962 roku było ich ok. 300 tys. (głównie młodzież).

Z jego inicjatywy od 1960 roku przez kolejne 10 lat w Sopocie odbywały się nieoficjalne mistrzostwa Polski w kulturystyce, rozgrywano też dziesiątki ogólnopolskich imprez. Wszystkie one stanowią istotną i pozytywną cześć historii ćwiczeń siłowych, wiążącą się z epoką „bezkoksową”.
Znał wszystkich zawodników, a kto miał problemy treningowe mógł odwiedzić Redaktora w jego mieszkaniu, w centrum Warszawy, przy Al. Jerozolimskich. Była tam zawsze miła atmosfera, herbata, recepta na kłopoty, słowa zachęty do treningu i doskonalenia osobowości. Można było też zapoznać się z najnowszymi zachodnimi czasopismami kulturystycznymi. Ten przywilej najczęściej wykorzystywali bracia Bogusław i Mieczysław Krydzińscy oraz Jan Włodarek „zamęczając” Redaktora pytaniami. Tym rozmowom w dużej mierze zawdzięczają to, że byli czołowymi kulturystami w Polsce, zdobyli wykształcenie i pozycję zawodową.

Działalność Stanisława Zakrzewskiego była znana w Europie i USA. Brał on udział w Kongresach Międzynarodowej Federacji IFBB, mistrzowskich zawodach, dużo podróżował, odwiedzał ośrodki ćwiczeń siłowych. Jego publikacje ukazywały się w zagranicznych czasopismach, od Moskwy do Londynu.
W uznaniu zasług położonych nad rozwojem kulturystyki i za ogłoszone prace publicystyczne i wydawnicze, znany i ceniony w kulturystycznym świecie Instytut Weidera nadał red. mgr Stanisławowi Zakrzewskiemu tytuł profesora (Professeur de Culture Physique Weider).

Stanisław Zakrzewski z kulturystyką był do końca swoich dni, zmarł nagle w dniach monachijskiej Olimpiady, w dniu 9 września 1972 roku.
Gdy tylko Go zabrakło, polska kulturystyka pogrążyła się w chaosie organizacyjnym i kryzysie sportowym. Po kilku latach, Jego uczniowie, już życiowo dorośli, przywrócili kulturystyce wzorce swojego Mistrza, tj. „siłę, zdrowie i piękno”, które są aktualne w kulturystyce rekreacyjnej.

Czas od śmierci Redaktora nie pokonał pamięci o Nim, tych którzy Go wspomagali w pionierskiej pracy. W ich sercach na zawsze zostanie niezwykłym człowiekiem i twórcą polskiej kulturystyki.
W kraju, pod patronem Polskiego Związku Kulturystyki, Fitness i Trójboju Siłowego, przeprowadzane są zawody o różnych nazwach: „Noc Czempionów”, „Grand Prix”, „Puchary”, „Debiuty”, „Mistrzostwa” itp., ale nie ma zawodów upamiętniających, chociaż w ich nazwie, Stanisława Zakrzewskiego. Wstyd, że kierujący Związkiem udają, że zapomnieli, kto jest twórcą polskiej kulturystyki i jak dużo dla niej zrobił.
Autor: Jan Włodarek, marzec 2003 r.

Rej. 135/jw. - 16/02.09.2010 r.
Ostatnia aktualizacja 05.05.2012 r. godz. 16:50


Wierni naturalnemu treningowi. Autor. Jan Włodarek

Maj! Czas wyjść z siłowi, chociaż raz w tygodniu, aby w terenie wśród zieleni podnosić swoją sprawność fizyczną: biegać, skakać przez rowy, podciągać się na konarach drzewa, wspinać się na linie, jeździć na rowerze itp.

Historia sportów ludzi silnych daje nam wiele przykładów na to, że siłę i inne cechy motoryczne ( szybkość, zwinność, skoczność) znakomicie rozwijano ćwicząc na łonie natury, w terenie. Przykładem może być Zbyszko Cyganiewicz, który w okresie „złotej ery atletów – zapaśników” swoją niesamowitą siłę i zwinność wytrenował ćwicząc w terenie, m.in. mocując się z bratem, podnosząc kamienie lub przenosząc je lub rzucając.


Od ponad 50 - ciu lat ćwiczenia w terenie dają znakomite efekty w przygotowywaniu do sportowej rywalizacji w wielu dyscyplinach ( zapasy, boks, podnoszenie ciężarów, judo itd.).




Wśród osób skupionych w JWIP.PL, jest dużo entuzjastów rekreacyjnych ćwiczeń sportów uzupełniających trening siłowy. Ćwiczą od maja 1-2 razy w tygodniu, samotnie, nawet bez względu na nieprzyjemne wiatry i deszcz. Są to ludzie z charakterem.
Jednym z nich jest Józef Talarczyk (56 lat), z Nowej Soli, będąc wiernym ideałom Stanisława Zakrzewskiego, ćwiczy od 1969 roku jest zdrów, zachowując wysoką sprawność fizyczną.

Oprócz ćwiczeń odważnikami regularnie biega po lesie, trenuje sprint, a w przerwie podnosi drewniane bale lub zmaga się pokaźnymi kamieniami. Pan Józef w swoim artykule pt. „Spełnione młodzieńcze marzenia” ( Zobacz w dziale „Historia”), stwierdza: „Tak ćwicząc z łatwością utrzymuję napięcie mięśniowe i obwody, a jednocześnie poprawiam rzeźbę mięśni. Nie zależy mi na większych obwodach. Kilka lat temu ważyłem 95 kg, przy wzroście 187 cm. Obecnie ważę 87 kg, utrzymując obwód ramienia 41 cm, a w klatce piersiowej 127 cm”.

Taki trening powoduje zadowolenie z życia, ma kondycję i sprawność fizyczną sprzed 20 lat i o tyle lat czuje się młodziej! I to jest wspaniałe uczucie!
Autor. Jan Włodarek, maj 2012 r.
Zdjęcia z arch. J Talarczyka, maj 2012 r.
Rej.562/Porady - 73/2012.05.05/ JWIP.PL


Jak biegać po zdrowie? Aut. Jan Włodarek

Już w latach 30. ubiegłego wieku bieganie było w Polsce popularne. Właśnie w tym czasie wymyślono Biegi Narodowe, a Stanisław Zakrzewski był ich współorganizatorem w Poznaniu i Bydgoszczy. Po wojnie do nich wrócono, jako do popularnej imprezy masowej dla młodych i starszych. Zależnie od wieku i płci rekreacyjni startowali w biegach od 500 metrów do 3 kilometrów. Trzeba było jednak wcześniej trenować, aby łatwo pokonać te dystanse i co ważne bez szkody dla zdrowia.

Bieg jest najbardziej naturalną formą ruchu i znakomicie nadaję się dla naturalnych kulturystów ćwiczących rekreacyjnie. Już pod koniec lat 50 - tych Stanisław Zakrzewski na łamach „Sportu dla Wszystkich” zachęcał kulturystów do biegania. Model polskiej kulturystyki zakładał, że ćwiczący to sportowiec wszechstronnie wytrenowany, sprawny fizycznie i dający przykład młodzieży zachęcając do ćwiczeń siłowych i biegania w terenie.


Pod koniec lat 70. rekreacyjne bieganie zaczęła popularyzować redakcja sportowa TVP, ukazywały się również broszury instruktarzowe. Biegał kto mógł!

W roku 1985, w nakładzie 60 tysięcy egzemplarzy ukazała się książka Wojciecha Lipońskiego pt. JAK BIEGAĆ PO ZDROWIE? Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa. Jest to przystępnie napisany mini podręcznik dla tych, który chcą poznać elementarne zasady biegania przed przystąpieniem do regularnego treningu dla zdrowia i dla zwiększenia fizycznej wydolności organizmu.

Autor szczegółowo udziela wskazówek, radzi oraz odpowiada na wiele pytań zaczynając od pd pierwszego rozdziału: „ Od czego zacząć”. Kulturystom pewnie wiadomo, że od wizyty u lekarza. „Należy mu przedstawić swój zamiar biegania dla zdrowia. Na podstawie wiedzy o dotychczasowych przypadłościach czy chorobach naszego organizmu, a także prostych badań - lekarz pomoże określić charakter i stopień wysiłku na jaki nas stać, barierę jakiej nie powinniśmy przekraczać”…

Dalej mamy rozdzialiki o: obuwiu (b. ważny), jak się ubierać, gdzie i kiedy biegać, rozgrzewka, zasadniczy trening biegowy, technika biegu, dzienniczek treningowy, odżywianie, higiena- regeneracja organizmu – kontuzje, tylko dla kobiet, o prostacyklinie i biegu po zdrowie (prostacyklina, to hormon znajdujący się w ściankach naczyń krwionośnych).

Podręcznik kończy się stwierdzeniem znanym od dawna, że bieg to najnaturalniejszy z ruchów człowieka jest najlepszym przepisem na dobre samopoczucie i dłuższe życie: -„Lekarstwo, tabletki, proszki, krople czy zastrzyki, a nawet elektroniczna aparatura kliniczna – nigdy nie zastąpią samoregulujących się zdolności organizmu ludzkiego, jakie uruchamiamy przez prosty bieg na świeżym powietrzu".

Bieg tak łatwo można opanować. I właśnie najlepszy okres na bieganie to czas od wiosny do jesieni. Biegajmy po zdrowie!

Podręcznik "Jak biegać... "dostępny w uczelnianych bibliotekach Akademii Wychowania Fizycznego. Trafia się też w antykwariatach.
Autor: Jan Włodarek, maj 2012 r.
Rej. 561/ Porady - 72/2012.05.02/ JWIP



Anaboliki hamują płodność! Aut. Jan Włodarek

(Rysunek z arch. JWIP.PL)

Bezpieczeństwo kulturystyki naturalnej lub uprawianej rekreacyjnie dla zdrowia nakłada na ćwiczących nieodzowny warunek: jak ognia unikać anabolików! One są modne w siłowniach, bo przyspieszają budowę mięsni i zwiększają siłę. Ale ten szybki sposób, pozostawia szkodliwy ślad na organizmie ćwiczącego.

To temat bardzo emocjonalny w środowisku ćwiczących siłowo. Jedni z nich słusznie potępiają wspomaganie anabolikami i unikają ich, inni przekonują (przeważnie na forach kulturystycznych), że bez „koksu” nie uzyska się sylwetki Arnolda lub masy mięśniowej aktualnego mistrza wśród brojlerów – napinaczy muskułów. Chór entuzjastów sztucznego wspomagania zgodnie im wtóruje, że „sterydy to zdrowie” – lekarstwo wspaniałe tylko należy je odpowiednio stosować.


W cenie są magazyny kulturystyczne, które podają gotowe recepty, jak i ile brać, aby szybko stać się „wielkim w masie”. Oczywiście redakcje tych magazynów asekuracyjnie zastrzegają się ,że są przeciwko stosowaniu dopingu, więc podają recepty na tzw. „bezpieczne” stosowanie, bo wg nich i tak niektórzy bez umiaru się „koksują”.

W rodzimych magazynach na ogół jeśli pisze się o skutkach stosowania anabolików, to najchętniej o jakimś przypadku za oceanem. O naszych mistrzach złapanych na „koksie” lub tych mających teraz poważne kłopoty ze zdrowiem żaden z redaktorów nie wspomni (nawet w magazynie od roku mającym w tytule dodane słowo „sport” lub w innym stanowiącym tzw. amerykańską edycję). Znających trochę kulisy funkcjonowania tych wydawnictw, to raczej nie dziwi. Piszący w nich, to jak mała rodzina dbająca o raczej mały biznes wydawnictwa i większy z posiadanej hurtowni akcesoriów potrzebnych do rozbudowywania mięsni. Nie trudno pojąć, że naczelny i jego nieliczni pomocnicy przecież nie będą krytykować swoich czytelników, a nuż nieopatrznie przez przypadek dotkną jakiegoś reklamodawcę, lub członka władz wyczynowej kulturystyki, którego kiedyś złapano na dopingu. W tej sytuacji bezpieczniej i lepiej raz na pół roku napisać o jakimś zawodowym zachodnim koksiarzu i można wówczas głosić, ze jest się za zwalczaniem dopingu w kulturystyce. Można powiedzieć ze takie podejście z czasem robi się groteskowe. Wszyscy to widzą, ale naczelni redaktorzy rodzimych magazynów dla kulturystów nie reagują.

Jak naprawdę, to jak bezpiecznie uprawiać kulturystykę można się dowiedzieć z archiwalnych podręczników, np. napisanych przez Stanisława Zakrzewskiego, które JWIP.PL często przypomina. Warto również czytać literaturę medyczną, lub nawet wypowiedzi ludzi nauki w popularnej prasie. Jest wówczas pewność, że w nich jest rzetelna informacja, która rozbija mity krążące wśród ćwiczących, że anaboliki nie szkodzą zdrowiu.

Niestety szkodzą i to w szerokim zakresie, jeśli ich spożycie nie ma podłoża leczniczego.

Charakterystycznym przykładem tego, ze anaboliki mogą być bardzo niebezpieczne dla zdrowia ćwiczącego jest fakt że szkodzą one płodności. O tym można się dowiedzieć z wywiadu pt. „Plemnik u lekarza” z profesorem Jerzym Radwanem - przewodniczącym Sekcji Andrologii Polskiego Towarzystwa Ginekologii i Leczenia Niepłodności Szpitala Gameta w Łodzi, udzielonym Irenie Cieslińskiej dla dodatku do „Gazety Wyborczej” - „Wysokie obcasy” ( z .20.08.2011 r.).

A oto fragment z wątkiem dotyczącym osób ćwiczących w siłowni i spożywających anaboliki:

- I.C. Czy płodność można wspomóc farmakologicznie?
- J.R. Wyłącznie wówczas, gdy przyczyną kłopotów jest niedobór hormonów, konkretnie gonadotropin. Tyle tylko że ta przypadłość dotyczy zaledwie 2-3 procent przypadków męskiej niepłodności.. Bo już na niski poziom innego hormonu – testosteronu – poradzić możemy niewiele. Podawanie testosteronu działa u mężczyzn antykoncepcyjnie, na zasadzie sprężenia zwrotnego – do mózgu idzie sygnał, że testosteronu jest dość i jądra przestają być w ogóle stymulowane.
Tak się dzieje z mężczyznami biorącymi anaboliki, które zawierają testosteron.

- I.C. To skąd bierze się zagadka, Duzy ptaszek, mała klatka?
- J.R. Coś w tym może być. Zdecydowanie anaboliki hamują płodność. W mojej kilkudziesięcioletniej karierze wielokrotnie widziałem takie pary: tuż za fajną, atrakcyjną dziewczyną wsuwa się do gabinetu ogromny, uśmiechnięty facet. Chwali się, że jest bramkarzem lub uprawia „siłową” dyscyplinę. A ja z pewnością 99 na 100 bez badania już wiem, że plemników będzie mało, o ile w ogóle jeszcze jakieś znajdę.

Do tego co powiedział Profesor można dodać, że nam rekreacyjnie ćwiczącym naturalną kulturystykę pozostaje zawsze trzymać się zasady, ze anaboliki to lekarstwo, a nie środek do budowanie „sztucznej” siły i dużych mięsni. A przy tym pamiętać, że w zdrowym ciele zdrowe nasienie.
Autor: Jan Włodarek, maj 2012
Rej.559/ Sterydy -37/ 2012.05.01/ JWIP.PL



1 maja

Świąteczny numer "SPORT DLA WSZYSTKICH" na 1 maja 1962 roku, a na okładce: George Eiferman i Steve Reeves!
Jest również akcent Wyścigu Pokoju, który rozpoczynał się 1 maja. Wewnątrz dużo ciekawych artykułów i informacji o kulturystyce, m.in. ze w pierszej połowie sierpnia zostaną rozegrane trzecie Mistrzostwa Wybrzeża, o pozowaniu, metodyce ćwiczeń siłowych itp.
Warto wymienić, ze wówczas doświadczenie kulturystów wskazały, że i ćwiczenia uprawiane indywidualnie w domu mogły się stać pasją człowieka i mogły mu przynieść duże korzyści. Postanowiono więc podsunąć każdemu - chłopcu, dziewczynie, kobiecie i mężczyźnie w każdym wieku - takie ćwiczenia, na jakie czeka, jakie mu potrzebne dla odzyskania poczucia właśnej wartości, sprawności i działalności życiowej!

A dziś propaguje się tylko rozwój dużej masy mięśniowej i reklamowane wspomagacze w puszkach z fabryki?

Rej.560./ Różne -72/ 2012.04.30/JWIP.PL r.


Pochwała roweru. Autor: Andrzej Ziemilski

Rower mogli wynaleźć starożytni Rzymianie.
W Pompeniańskim muzeum przypatrzcie się (przy okazji oczywiście) ocalonym, wydłubanym z lawy zbrojom narzędziom, sprzętom, armaturom domów. O, oni by potrafili! Umieli kuć precyzyjne kształty, odlewać w metalu i giąć setki przedmiotów. Któryś zręczniejszy wymyśliłby pojazd na dwu wysokich kołach, artysta cyzelator sporządziłby ogniwka łańcucha, wyciął zębate koła. Zamiast pneumatyków użyły plecionych rzemieni widywałem przed wojną (druga światowa – przyp. ) po małopolskich wsiach tak wyposażone rowery, sporządzone przez domorosłych wynalazców. Tylko z łożyskami poszłoby trudniej. Ale sama zasada? Istota roweru?

Bowiem rower należy do TAMTEGO ŚWIATA dwóch tysięcy lat czystej mechaniki. Tak, jak zegarek ręczny, stanowi kulminację jej osiągnięć. Dalej zaczyna się inny świat: królestwo MOTORU!


Cicho tyka przerzutka i delikatnie gwiżdże powietrze w stalowych strunach kół. Motocykle samochody mijają mnie szybciej. Ale porusza je nie człowiek: to oktany z rozpadających się łańcuchów benzoidowych karmią je milionami ergów. Mają własny krwiobieg niezależny ode mnie, istniejący osobno.

Rower żyje tylko przeze mnie. To ja go ożywiam do granicy jego cienkościennej, ażurowej konstrukcji. W zamian przekłada on moje siły na język pędu. I przemawia tym językiem prędzej niż Metcolfe, Owens, Futterer – na preparowanych bieżniach stadionu. Skuteczniej niż Nurmi, Zatopek, Krzyszkowiak, Chromik. Biegacz maratoński jest przy kolarzu tylko marnotrawcą swej energii. A przecież dodatkowo obciąża kolarza siedem kilogramów stali, chromu, duralu i kauczuku. Tylko że ciężar ten, karmiony jego wysiłkiem, spłaca swój dług najwyższą wydajnością.

Rower najtańsze narzędzie współczesnej turystyki. Lekki namiot, wąska kicha śpiworu, prymusik, mapa peleryna. Sto kilometrów dziennie. Region, kraj, Europa, otwierająca swe splątane drogi, wstęgi autostrad i ścieżki leśne przed Tobą. W każdej chwili możesz skręcić na miedzę, uwolnić płuca od pyłu, zanurkować w ciszę lasu, w ciepły zapach mokrych łąk nad wodą, wygrzane słońcem kamienie gór. I jest sam, wolny od ciężkich rekwizytów cywilizacji, znaczonej i hałaśliwej, znaczonej błękitnym dymkiem spalin, umasowionej i hałaśliwej.

Rower: najskromniejszy z cudów techniki. W epoce, w której każda gruda ziemi nabrzmiewa einsteinowskim wzorem o przemianie materii w energię, sławię rower – symbol potęgi ludzkiej, która cała mieści się w cieniu człowieka i żywi się zwykłą czerwoną krwią jego zwyczajnych, nieustokrotnionych mięśni.
Autor: Andrzej Ziemilski

JWIP.PL:
Świetny artykuł i na czasie, bo już prawie maj i czas rozpocząć rekreacyjny sezon jazdy na rowerze, traktując wypady za miasto jako uzupełnienie wyczerpujących statycznych ćwiczeń siłowych, wykonywanych nie tylko w dusznych i mrocznych piwnicznych siłowniach. Przyłączmy się do tych, których budząca się do życia zieleń, świeże majowe powietrze, promienne słońce wezwała od jazdy na rowerze już poza mury miasta. Po cóż zresztą zachwalać uroki maja, znacie je prawie wszyscy!
Przedstawiony artykuł Andrzeja Ziemilskiego ukazał się w 1958 roku na łamach „Sportu dla Wszystkich” redagowanego m.in. przez Stanisława Zakrzewskiego – „Ojca Polskiej Kulturystyki”.
O tematyce „rowerowej”, z akcentem naturalnej kulturystyki proszę również przeczytać nasze artykuły:
- „Rowerem po zdrowie” oraz „Sportowy powiew nadchodzącego lata” , aut.: Jan Włodarek. Szukaj w dziale „Jan Włodarek”.
- „Czar dwóch kółek”, „Maj miesiącem jazdy na rowerze”, są w dziale „Różne”.
Rej.557. Różne - 71/2012.04.30./ JWIP.PL


Fałszywe leki zabijają. Autor; Minerva

Z zarekwirowanych w 2005 roku w państwach europejskich pół miliona opakowań fałszywych leków - aż 75 procent były pochodzenia z Indii, z Egiptu (7%), Chin (6%), a pozostałe pochodziły z Tajlandii, Argentyny, Indonezji. Liczba skonfiskowanych opakowań była o 100 % większa niż w 2004 roku. Dane te zostały ogłoszone w raporcie Komisji Europejskiej.

Z raportu na temat fałszywych leków ogłoszonym przez prof. Davida Taylora z University of London Shool of Pharmacy wynika, że fałszywe leki zabijają ludzi bardziej niż narkotyki. Np. w Rosji ok. 10 procent farmaceutyków to podróbki, zaś w Wielkiej Brytanii tylko zaledwie 1 procent.

Autor tego opracowania poinformował, że największe szkody fałszywki powodują w państwach afrykańskich i azjatyckich; w Europie jest stosunkowo bezpiecznie, ale trzeba się liczyć z zagrożeniem, gdyż wielu handlowców zaopatruje się w leki w krajach, w których one są tanie.
Sprzedają je z zyskiem zwiększając ryzyko zakupu podrobionych farmaceutyków.

Odrębnym zagadnieniem są lekarstwa tzw. wzmacniające, określane w sporcie mianem nielegalnie dopingujących, ale chętnie kupowane przez kulturystów. Ci, którzy łykają takie środki, muszą się liczyć z tym, że podróbki mogą szybciej zniszczyć im zdrowie, bowiem będą spożywać np. trujący płyn do konserwowania mebli lub inne toksyczne substancje.

Wniosek z tego jeden - w lekarstwa, w tym suplementy i odżywki, należy zaopatrywać się w oficjalnym obiegu. Lekarstwa - jedynie w aptekach, a odżywki kupujemy tylko z atestem i to wyłącznie u renomowanych firm i u znanych handlowców. Warto pamiętać, że na bazarach, u okrężnych dilerów w siłowniach oraz w Internecie, sprzedawana jest większość podróbek.

(źródło: „Rzeczpospolita”, bbc, the times, new scietis).
Autor: Minerva 10.05.2007 r.
Rej.556/ Medycyna /2012.04.26/ JWIP.PL
Aktualizacja: 2012.04.26, godz.09:45

JWIP.PL : Obecnie skala fałszywych anabolików znacznie wzrosła. Przeczytaj w dziale „STERYDY”!



Strona 1 z 2 1 2 >
Ostatnie Artykuły
Między medalem a ...
Kulturystki z USA
Martwe dżwiganie ...
Julia Uszakowa pr...
Światopogląd koma...
Flesz
Słupsk 2010
Słupsk 2010
BOGDAN KASZUBA
Na forum
Zapraszamy na forum
oraz
do Pionierów
Ankieta
Ile masz lat?

poniżej 16 l.

16 - 20 l.

21 - 30 l.

31 - 50 l.

powyżej 50 l.

Jeżeli na tej stronie widzisz błąd, napisz do nas.

Jan Włodarek | Historia | Sylwetki | Wywiady | Porady | Trening | Dietetyka | Medycyna | Wspomaganie | Sterydy | Ośrodki | RÓŻNE