Strona Główna

Nasz program

O nas

Forum

Galeria zdjęć

PIONIERZY

Kontakt
Artykuły:
Jan Włodarek
Historia
Sylwetki
Wywiady
Porady
Trening
Dietetyka
Medycyna
Wspomaganie
Sterydy
Ośrodki
RÓŻNE
Statystyka
Odwiedziło nas:
906041
osób.
Oni są z nami:

Dzisiaj jest czwartek 23 Lutego 2012.
Imieniny obchodzą: Romana, Roman, Damian, Polikarp, Izabela
Nowa książka Zenona Miszewskiego

Z przyjemnością informujemy, iż Zenon Miszewski z Ustki wydał swoją kolejną książkę zatytułowaną: „Dlaczego tak?”. Jest to historia trzech kobiet dźwigających bagaż dramatycznych doświadczeń życiowych.

Dla JWIP.PL jest to publikacja szczególna, ponieważ napisana przez człowieka walczącego z przewlekłą chorobą i mającego nadzieje, że ćwiczenia siłowo - gimnastyczne pomogą mu zahamować jej skutki dla organizmu. Zenon uparcie walczy i są tego pozytywne efekty. Na ten temat w maju 2010 roku napisał artykuł pt. „Uczestniczę w czymś szczególnym” i umieścił go w naszym dziale „Sylwetki”.


Warto teraz przypomnieć, że w tym artykule, w rozdziale „Nadzieja w kulturystyce rehabilitacyjnej” autor pisze między innymi:
„W stwardnieniu rozsianym (SM) komunikacja mózgowo - mięśniowa jest utrudniona z powodu mielinizacji otoczki nerwowej i niektóre ćwiczenia wydają się być niewykonalne, ale dzięki odpowiednim pobudzeniom refleksologicznym (ćwiczenia plus masaż) mogę ćwiczyć poprawnie, wzmacniać mięśnie i zwiększać obszerność ruchową.(…)
Mam 52 lata i wróciłem do kulturystyki, która kiedyś pozwoliła mi być silnym, wysportowanym, zadowolonym z siebie i radosnym. Przez 30 lat zatracając się w chorobie straciłem prawie wszystko, ale nie wiarę w powrót do sprawności fizycznej, mam, więc nadzieję, że teraz, mimo upływu lat, zdołam wypracować, z pomocą trenera, przybliżony stan zdrowia fizycznego i psychicznego do tego sprzed lat.
Optymistyczne jest i to, że najskuteczniejsze ćwiczenia kulturystyczne wywodzą się z odkryć naukowców w zakresie rehabilitacji ruchowej. Czyniły „cuda”! A ja czuję się coraz lepiej. Symetryczność ruchów mimo niedowładu prawostronnego jest coraz lepsza, samopoczucie dopisuje, kondycja wzrasta. To są duże przesłanki, że może chorobę przezwyciężę!”.

Zenon Miszewski, urodził się w 1957 r. Czuje się Pomorzaninem. Ukończył Technikum Urządzeń Okrętowych, ale przez większość życia muzykował. Gdy zachorował zaczął pisać i ćwiczyć rehabilitacyjnie i to stało się jego pasją. Napisał również tekst „Dwie Sosny”, wyróżniony pierwszą nagrodą w konkursie literackim Fundacji Arka w Bydgoszczy. Jest on o trudnej walce o zdrowie, uporczywym i systematycznym wykonywaniu ćwiczeń rehabilitacyjnych oraz o powrocie po latach do ulubionej kulturystyki.
Opr. J.W. Luty 2012 r.
Rej.500/Sylwetki - 35/2012.02.21/ JWIP.PL



Wielki człowiek kulturystyki. Autor. Jan Włodarek

Zdjęcie: Rok 1971, wizyta w Ognisku TKKF „Herkules”. Z lewej: Ben Weider – prezydent IFBB i Stanisław Zakrzewski – Ojciec Polskiej Kulturystyki. Fot. Jan Rozmarynowski.

Ben Weider (1924 – 2008, przyp. red.), to jeden z byłych wielkich, który w Ameryce z biedaka stał się multimilionerem. Z kulturystki, nawet nie mając matury, uczynił światowy biznes. Rzecz wydaje się oczywista, że nie zrobił tego bezinteresownie. Od 1946 roku aż do śmierci był szefem i władcą największej światowej federacji dla kulturystów (IFBB). Był szanowany nie tylko przez kulturystów z jego federacji.
Powinniśmy mieć do niego sympatię za to, co zrobił dla kulturystyki i za to, czego próbował, a przy tym pamiętać, że jego korzenie wywodzą się z Kurowa koło Puław, z żydowskiej rodziny.
Miałem okazję spotkać Go i rozmawiać z nim kilka razy, we Francji, Szwecji i Polsce. W naszym kraju był kilka razy, a trzy razy (1971, 1984 i 1986 roku) w czasie swojego pobytu w Warszawie. Dwa razy odwiedził, on warszawską „Błyskawicę”.


O prezydencie IFBB i jego dokonaniach napisałem w 2003 r. obszerny artykuł pt: „Jak w filmie. Wcielenie amerykańskiego mitu”, który bez mojej zgody skopiował Oficjalny Portal „Kulturystyka i Fitness”; nawet bez podania słów: „autor Jan Włodarek”, i jest tam ciągle widoczny. Polecam jednak przeczytać tekst oryginalny, znajdujący się na stronie JWIP.PL, jest w dziale „Jan Włodarek”.
Uzupełnieniem do tego, może być raport Bena Weidera z jego pobytu w Polsce w roku 1984. W całości przetłumaczony jest on w dziale „Historia”. Warto się z nim zapoznać, gdyż pomimo tego, że jest przepojony słowami miłej kurtuazji, to jednak zawiera i błędną miejscami relację i wręcz zabawną. Według prezydenta Międzynarodowej Federacji Kulturystów w Polsce nie było witamin, a na zawodach w Bydgoszczy startowało 2800 zawodników! To zakłamanie, jak przypuszczam mogło wynikać z tego, że prezydent chyba nie wiedział, iż oglądał ogólnopolski zlot TKKF, w ramach którego odbyły się mistrzostwa Polski w kulturystyce z udziałem ok. 100 zawodników i pewnie nie miał okazji zobaczyć, że w aptekach było dużo witamin, a jeszcze więcej w bydgoskich warzywniakach!

To mało istotny drobiazg, który jednak ukazał się w weiderowskim magazynie dla kulturystów, dotarł więc do kilkudziesięciu milionów czytelników na całym świecie. Pewnie pomyśleli, że Polska to dziki kraj, a nasi kulturyści siedzą na drzewach i jedzą liście, doszukując się w nich życiodajnych witamin. Można przypuszczać, że po przeczytaniu tego raportu największą uciechę mieli jednak czytelnicy amerykańscy, bo przecież już w swoim kraju wiele słyszeli śmiesznego o Polakach, ale że nasi kulturyści nie mają witam to zapewne pierwszy raz.

Te śmieszności przypominają wcześniejsze wydarzenie o bardzo poważnych skutkach dla polskiej kulturystyki, a szczególnie dla Stanisława Zakrzewskiego - Twórcy Polskiej Kulturystyki.
Na początku lat 60-tych redaktor naczelny „Sportu dla Wszystkich” na prośbę Bena Weidera, napisał ciekawy artykuł o polskiej kulturystyce i przesłał na jego ręce. Wkrótce ukazał się on w amerykańskim czasopiśmie rozprowadzonym także w krajach Europy Zachodniej. I to wydaje się normalne, ale niestety złamano podstawową zasadę w relacji między ludźmi. Artykuł p. Stanisława ukazał się ze zmienioną treścią, zawierającą nowe sformowania o politycznym wydźwięku. Zmieniono też tytuł artykułu na „Kulturystyka za żelazną bramą” zostawiając nazwisko naszego redaktora.
I to, co się później przykrego działo, to temat na odrębny i obszerny artykuł. Teraz powiem tylko, że Ben Weider udał „Greka” i przeprosił, zaś Zakrzewski miał w kraju poważne kłopoty.

Wracając do pobytu Bena Weidera w Polsce w roku 1984 mogę dodać, że miałem okazje witać go w „Błyskawicy”, a na Mistrzostwach Polski w Bydgoszczy z jego rąk otrzymałem szklany puchar, ufundowany przez Zarząd Główny TKKF. W Bydgoszczy prezydent IFBB okazał się hojny, przywożąc medale, certyfikaty, kilkanaście puszek proteiny, czasopism kulturystycznych. Obsługa techniczna zawodów przytaskała na scenę również kilkanaście dużych kartonów z „złotymi” figurkami kulturysty, wysokie na ok. 50 cm. Po wypakowaniu i ustawieniu w szereg w świetle reflektorów wyglądały one imponująco, raziły publiczność złotym blaskiem. Największe wrażenie robiły na zawodnikach, którzy z wypiekami na twarzy pewnie liczyli , że im przypadnie takie cacko od Prezydenta IFBB.
W czasie dekoracji stała się rzecz niepojęta, Paweł Przedlacki, znakomicie dopakowany i odżywiony specjalnie na mistrzostwa, kilka sekund po otrzymaniu z rąk prezydenta Bena oszałamiającej nagrody, chyba nie wytrzymał presji nagrody, gdyż ona wypadła mu z rąk. Na oczach entuzjastów kulturystyki wypełniających widownię rozbiła się ona w „drobny mak” Na publiczność rozniósł się gipsowy pył. Zareagowała śmiechem, bo złoto zamieniło się w kupkę gipsu.

W roku 1986 w czasie Mistrzostw Europy w Warszawie dostąpiłem zaszczytu towarzyszyszenia prezydentowi Benowi w spożywaniu obiadu w restauracji hotelu „Forum”. Zakończyło się na tym jednym obiadku, bo Ben Weider przerażony radioaktywnymi chmurami z Czarnobyla nad Warszawą, czuł się nieswojo, a na dodatek w restauracji wyłączono klimatyzacje.
Ja zaś, coś niepochlebnego „chlapnąłem” siedzącemu z nami Szwedowi Benksovi o kierunku światowej kulturystyki. A on krytycznie dużo więcej dodał. Tłumaczka to skwapliwie i dokładnie przetłumaczyła prezydentowi. Na tym obiedzie zakończyła się moja misja „opiekuna”. Wieczorem będąc już w domu, odebrałem telefon z informacją, że w następnym dniu obiad mogę spokojnie zjeść w domu, bo moje obowiązki przejął młodzieżowiec zasłużony „aparatczyk”. I dobrze się stało, bo w telewizji i radio powtarzano apel: „Chmura z Czarnobyla nad nami, nie wychodzić z domu, szczelnie zamknąć okna, pić jodynę”. I tak też zrobiłem (!) myśląc przy tym, że prezydent IFBB bardzo się poświęca dla kulturystyki, a w tym dniu szczególnie dla polskiej kulturystyki, gdy wówczas nad Warszawę wisiało „widmo skutków Czarnobyla”.

W latach 1976 – 1981 oraz 1987 -1992 byłem osobą zauważalną przez prezydenta, bowiem pełniłem funkcję przewodniczącego, a pózniej zastępcy szefa Centralnej Komisji Kulturystyki Zarządu Głównego TKKF. Kierowałem też Centralną Komisją Kulturystyki Rady Głównej Zrzeszenia Ludowe Zespoły Sportowe (1987 -1992).
I pewnie z uwagi na to, na nowy rok dostawałem życzenia na kartce pocztowej od prezydenta, a od czasu do czasu, otrzymywałem świeżutki magazyn kulturystyczny z Montrealu lub z USA. Przy okazji załatwiłem, aby magazyn z Kanady i raporty organizacyjne otrzymywali społecznicy: Henryk Jasiak, któremu taka literatura była pomocna w pracy redakcyjnej w „Rekreacji fizycznej” oraz inni. Otrzymywał ją również Andrzej Możyszek, mający smykałkę do załatwiania spraw kulturystycznych, ale często dość zagmatwanych, w Pabianicach. Ja dodatkowo raz otrzymałem paczkę od prezydenta, a w niej kilka niewypełnionych dyplomów dla zawodników, ale z podpisem prezydenta IFBB. Były w niej ponadto funkcyjne krawaty, odznaki IFBB i kilka medali i certyfikatów dla społeczników, które w imienia prezydenta wręczyłem na oficjalnym spotkaniu Komisji. Było to dobrze przyjmowane przez członków naszych społecznych Komisji. Był to jakby symbol pamięci i pomocy dla naszej kulturystyki ze strony prezydenta IFBB. Wspomniana paczka wzbudziła jednak czujność określonych panów (w ciemnych okularach). Byłem „czysty” i poza ich zasięgiem, więc dali mi spokój i nawet przeprosili.

Czytelnik sam może ocenić, jaka była to wówczas bezpośrednia pomoc ze strony Prezydenta dla naszej kulturystyki w TKKF. Dla nasz najważniejsze było to, że czuliśmy, iż On w Montrealu dostrzega naszą społeczną działalność. Robiliśmy swoje, dalej pracując nad rozwojem naszej kulturystyki. Może to było naiwne, bo wynikające z entuzjazmu dla ćwiczeń siłowych.
Nie ma się co oszukiwać, wówczas Polska, jako kraj nie łaknęła -- z wyjątkiem naszych czołowych kulturystów -- amerykańskich odżywek i innych specyfików wytwarzanych w firmach klanu Weidera. Byliśmy łakomym kąskiem na późniejsze lata.
Nim to nastąpiło właśnie po 1984 roku, ten kto chciał należeć do najlepszych w „masie”, a przy tym nie miał kasy na odżywki i specyfiki z logo Weider, to kupował produkty o piorunującym działaniu w kraju za wschodnią granicą. Większość z mistrzów tamtego okresu dziś tego nie pamięta, jak „dawała sobie w tzw. żyłę” a raczej udaje, że to ich nie dotyczyło, czyżby straciła pamięć?
Wydaje się to dobry temat na ciekawy artykuł. Nie ma on jednak szans na ukazanie się w naszych kolorowych magazynach dla kulturystów.

Proszę zwrócić uwagę, że to, co pięć lat temu przepowiedziałem w artykule "Jak w filmie. Wcielenie amerykańskiego mitu" (zob. w dziale „Jan Włodarek”), sprawdziło się w pełni.
Teraz to jednak przeczytajcie, co Ben Weider napisał o swoim pobycie w Polsce w 1984 r. Artykuł pt. „Ben Weider w Polsce,1984 r.”, jest w dziale „HISTORIA”. Ponadto proszę jednak przeczytać: „Jak w filmie. Wcielenie amerykańskiego mitu”, dział: „Jan Włodarek”.
Autor: Jan Włodarek, 7 grudnia 2008, aktualizowany w dniu 20 lutego 2012 r.
Rej.420. JW. – 41/2011.09.22/ JWIP.PL




Jak w filmie.Wcielenie amerykańskiego mitu. Aut. Jan Włodarek

Na zdjęciu: Ben Weider w Bagdadzie (Irak) na Mr Universe 1973r. Fot. z arch.

Ben Weider - prezydent Międzynarodowej Federacji Kulturystów i jego familia.

Gdy się uważnie przyjrzeć, to łatwo dojść do wniosku, że wielkie zasługi w niewiarygodnym rozwoju kulturystyki w drugiej połowie XX wieku mają potomkowie polskich emigrantów.
Jako jedni z pierwszych wielki potencjał fizycznego rozwoju człowieka dostrzegli potomkowie polskich emigrantów z Kurowa: Ben i Joe Weiderowie. Nie robili tego bezinteresownie. Uczynili z kulturystyki wielki biznes - rzecz jasna po to, by mieć w nim udziały, największe ze wszystkich... Po kilkudziesięciu latach mrówczej pracy z biedaków stali się multimilionerami i bardzo wpływowymi osobami. W oczy rzuca się zwłaszcza, Ben, który od 1946 roku jest szefem Międzynarodowej Federacji Kulturystów (IFBB). Mimo tego, ze przekroczył osiemdziesiątkę chyba będzie przewodził kulturystom dożywotnio. Joe zaś od 70 lat jest trenerem, wydawcą czasopism poświęconych kulturystyce i fitness oraz producentem wszystkiego, co wiąże się z tymi dziedzinami. W klanie Weiderów przez lata aktywna była też żona Joe'go, była miss Ameryki, Betty. Natomiast syn Bena, Eric, był przez kilka lat sekretarzem generalnym IFBB.

Prześladowani bracia

Ben Weider urodził się 1 lutego 1924 r. w Montrealu jako trzecie dziecko Anny i Luisa Weiderów. Nie bez wpływu na jego przyszłość (oraz przyszłość kulturystyki) był fakt, że rodzice wywodzili się z leżącego obok Lublina Kurowa - miejscowości, której niemal każdy mieszkaniec od dziecka przejawiał smykałkę do robienia interesów. Zanim jednak nasi bohaterowie zajęli się biznesem na poważnie, musieli sobie poradzić z niechęcią otoczenia. W dzieciństwie Ben i starszy o dwa lata Joe zetknęli się, bowiem z wynikającą z antysemityzmu wrogością ze strony nienawidzących ich dzieci ich sąsiadów z montrealskiej dzielnicy Coloniale Ave. Zaczepiani - musieli się skutecznie bronić. Ben zajął się boksem. Joe wybrał podnoszeniem ciężarów. W wieku 18 lat zdobył nawet mistrzostwo prowincji Quebec. Startował też w lokalnych zawodach kulturystycznych.

Geniusz bez matury
Rodzinie Weiderów nie wiodło się najlepiej. Żyli skromnie, nie zawsze mając dość pieniędzy na życie. Najgorzej było w latach 1932 - 1940 r. Toteż Ben, aby pomóc swojej rodzinie, po ukończeniu siedmiu klas szkoły podstawowej zrezygnował z dalszej nauki, podejmując pracę w restauracji. Był w stanie utrzymać się, ale zawdzięczał to dużemu wysiłkowi - za 12 godzin pracy dziennie, przez 6 dni w tygodniu, otrzymywał 2,5 dolara tygodniówki. Nauczyło go to dyscypliny i konsekwencji, które później pomogły mu osiągnąć wielkie sukcesy. W wolnych chwilach boksował, tańczył oraz nawiązywał i rozwijał kontakty towarzyskie. Do szkoły już nie powrócił.

Mimo biedy, a może raczej z jej powodu, potomkowie mieszkańców Kurowa w pełni wykorzystali swój wrodzony zmysł organizacyjny.Pod koniec 1940 r. Joe wpadł na pomysł upowszechniania swojego programu treningów siłowych. W małym sklepiku z wyrobami żelaznymi w Brooklynie w Nowym Jorku, we współpracy z Benem zaczął drukować na powielaczu skromną, 12 - stronicową broszurkę „Your Physique”, którą sprzedawał za 7 dolarów. Były w niej porady z zakresu kulturystyki, podnoszenia ciężarów, fitnessu, zdrowego odżywiania itp. Na początku bracia ją rozprowadzali po ośrodkach sportowych Nowego Jorku i Montrealu. Po niespełna dwóch latach ukazywała się już w całej Kanadzie w nakładzie 50 tysięcy egzemplarzy.

Żołnierz pełen pomysłów
W 1942 roku Ben zawiesił współpracę z bratem. Zaciągnął się do armii kanadyjskiej i służył w niej 3 lata. Obecnie ma honorowy stopień pułkownika Regimentu Artylerii Sił Zbrojnych Kanady. Byłby zapewne generałem w stanie spoczynku, gdyby rozsadzające mu głowę pomysły nie zmusiły go do zakończenia romansu z armią.
22-letni Ben myślał bowiem o stworzeniu własnej organizacji kulturystów, zaś 24 letni Joę chciał doskonalić swoje umiejętności trenerskie, wydawnicze i producenta sprzętu. W 1946 r. postanowili zorganizować pierwsze oficjalne mistrzostwa Kanady w kulturystyce. Było to dla nich przedsięwzięcie bardzo ryzykowne finansowo. W przygotowanie tej imprezy włożyli wszystkie środki. Dosłownie wszystkie, gdyż zabrakło im pieniędzy na wynajęcie sali. Na szczęście, dzięki zaufaniu, jakim cieszyli się u dyrektora najbardziej popularnego teatru, w Kanadzie (Narodowy Pomnik Montrealu), zdołali wynająć ten obiekt, bez wniesienia z góry wymaganej opłaty.
Ben wydrukował bilety i sam biegał z nimi przez wiele tygodni po całym Montrealu, sprzedając je głównie w klubach kulturystycznych. Osobiście zapraszał zawodników do udziału w tej imprezie. Pozyskał też Alana Stephana - dopiero co koronowany mistrz Ameryki (Mr. America), który przybył jako honorowy gość i dał pokaz pozowania.

Ben gra va banque
Jak się okazało, niewiele brakowało, by już na samym początku bracia Weiderowie . doznali wyjątkowej klęski. Oto, jak tę pierwszą zorganizowaną przez nich imprezę wspominał na łamach „Flexa” (październik 1986 r.) John Foster:
Benowi Weiderowi i jego bratu Joe przez ostatnie tygodnie wiodło się ciężko. Ich przyszłość miała się rozstrzygnąć w ciągu najbliższych kilku godzin. „;Ben wziął głęboki wdech i spojrzał przez otwór w kurtynie. Pełen oczekiwania hałaśliwy tłum napływał do teatru. Przed kasami kłębiło się mrowie ludzi, którzy mieli nadzieję kupić bilety. Orkiestra stroiła instrumenty. Zawodnicy stali w szeregu, przygotowani do występu, kłócąc się między sobą, kto jest lepszy i kto zdobędzie tytuł Mister Kanada. Ben uspakajał ich i jednocześnie dawał ostatnie wskazówki dotyczące oświetlenia, muzyki i pracy kurtyny. Za chwilę miał powitać publiczność i zapowiadać zawody po francusku i po angielsku. Nagle na scenę weszło dwóch przedstawicieli Amatorskiego Związku Atletów, uprawnionego do nadzorowania i kontrolowania sportu w Kanadzie. Zagrozili zawodnikom, że jeśli wezmą udział w tym turnieju, to stracą swój status amatora i już nigdy nie będą mogli wystąpić w zawodach amatorów. Bena i Joe'a ta zapowiedź poraziła, byli wściekli. Odwołanie turnieju byłoby dla nich klęską. Jednak orkiestra zagrała. Za chwilę miała podnieść się kurtyna. Z widowni dochodził pomruk oczekiwania. Zawodnicy zaczęli chodzić po scenie, nerwowo ze sobą rozmawiając. Zastanawiali się nad tym, co usłyszeli i nad konsekwencjami, jakie ich start mógłby spowodować. Ale Ben nie miał czasu. Musiał myśleć szybko wydobywając z siebie ostatnie rezerwy odwagi i perswazji. Zagrał va banqe. –„W porządku, powiedział do zawodników, od dziś tworzymy naszą własną organizację. Będzie się nazywać Międzynarodowa Federacja Kulturystów. Robimy te zawody tego wieczoru i nie macie się martwić utratą waszego statusu, ponieważ będziemy kontrolować kulturystykę w Kanadzie. Naszym następnym celem będzie USA”.;I w ten sposób powstała IFBB. To, co dla Weiderów mogło być miażdżącą klęską obróciło się w ich zwycięstwo, ale do odniesienia pełnego sukcesu bracia potrzebowali jeszcze wielu lat.

Budowa imperium
Swoje imperium Weiderowie budowali krok po kroku. W 1947 roku zorganizowali pierwszy międzynarodowy mecz między Kanadą a USA, które odbył się w Nowym Jorku. W tym samym roku Ben, jako prezes IFBB odbył pierwszą podróż zagraniczną. Po niej nastąpiło wiele następnych. Dzięki temu w latach 1947-1959 udało mu się namówić do przystąpienia do federacji około 40 państw.
Także Joe, przy współpracy Bena, umiejętnie rozwijał swój wydawniczy biznes. W 1952 roku miał już prasowe imperium - wydawał 20 odrębnych czasopism, które czytało łącznie ponad 25 mln. ludzi na całym świecie. Na szeroką skalę ruszyła produkcja sprzętu, odzieży, odżywek i wszystkiego innego, co niezbędne do treningów.

W USA bracia zorganizowali sieć ośrodków zwanych Gold Gym. W innych krajach powstały ich kluby wyposażone, a jakże w ich sprzęt. Mieli coraz większe zyski, a Joe stał się głównym sponsorem IFBB. Na łamach swoich czasopism wykreował siebie na trenera czempionów. Zatrudnił sztab fachowców, którzy pracowali nad nowymi pomysłami dalszego rozwoju jego kulturystyki, czyli jego biznesu. Między innymi w klinice badawczej w Kalifornii prowadzono, z udziałem czołowych kulturystów świata, badania i eksperymenty treningowe nad najskuteczniejszymi metodami rozwoju i kształtowania mięśni. Dzięki temu udało się opracować słynny w całym kulturystycznym świecie system ćwiczeń.

Hermetycznie zamknięty krąg biznesu
Weiderowie od początku dostrzegali plusy wynikające z kontrolowania licznych imprez IFBB regularnie organizowała mistrzostwa świata i poszczególnych kontynentów dla amatorów. Poziom ich organizacji był różny.
Owszem, odbywały się one na ładnych obiektach. Uczestnicy mieszkali w dobrych hotelach, ale rozwlekłe eliminacje, trwały niekiedy po kilkanaście godzin. Było to nużące zarówno dla zawodników, jak i publiczności. Finał wiązały się na ogół z dużym „;szpanem”, ale przeważnie stały na wysokim poziomie sportowym i organizacyjnym. Jednak czasem rzucała się w oczy nadmierna dawka improwizacji i prowincjonalizmu. Bywały imprezy, na których nie czuło się atmosfery zawodów, panował bałagan; zła praca sekretariatu, koszmar informacyjny. Kiepsko było z reklamą, która była widoczna tylko w kulturystycznej prasie. Klimat IFBB trafnie opisał na łamach „Atlety”; z 1982 roku znany dziennikarz sportowy : Jacek Korczak - Mleczko: "Całość mistrzowskich czempionatów to hermetycznie zamknięty krąg biznesu IFBB i familii Weiderów oraz narodowych monopolistów na sprzęt i odzież do ćwiczeń, odżywki, wydawnictwa, kasety i reklamę. Żyją swoim biznesem i liczą już przyszłe zyski”.

Bracia zorganizowali również cykl imprez dla zawodowców Profesjonaliści walczyli o tytuły Mr Universe i Mr Word, oraz w imprezach typu „Noc czempionów”. W końcu Joe wpadł na pomysł, aby pod koniec roku organizować najbardziej prestiźowe zawody pod nazwą Mister Olympia. W pierwszych konkursach, w latach 1965-66, zwyciężył Larry Scott. Następne trzy sezony należały do Sergia Olivy. Od 1970 roku panował Arnold Schwarzenegger, zdobywając tytuł Mr. Olimpia 7-krotnie. Zawody te, będące w praktyce mistrzostwami świata zawodowców, rozgrywane są do dzisiaj.
Od lat osiemdziesiątych swój wieki konkurs : „ Miss Olympia” mają także kobiety. Kulturystykę dla płci pięknej skutecznie propagowała, żona Joe, Betty. Tak jak w przypadku mężczyzn, ruszyła produkcja specjalistycznego sprzętu, odzieży, odżywek, wydawnictw, itp. Powstawały ekskluzywne ośrodki dla pań. Organizowano zawody i kreowano gwiazdy. Weiderowie dodali do swojego imperium kolejny, bardzo cenny kamyczek.

Woły w ciąży
Od początku istnienia IFBB kulturyści otrzymywali nagrody w dolarach amerykanskich. W latach sześćdziesiątych rzadko przekraczały one tysiąc „;zielonych” ;. Potem wypłaty dla najlepszych stopniowo rosły, ale nigdy nie były to kokosy. Np. w 1989 r. pula nagród w konkursie Mr Olimpia wyniosła 100 tys. dolarów. Połowa z nich była przeznaczona dla zwycięzcy. W porównaniu do pieniędzy zarabianych przez koszykarzy, piłkarzy, fudbolistów amerykańskich czy tenisistów to bardzo mało. Dlatego na finansowa politykę braci uskarżał się m.in. zaliczany do panteonu światowych kulturystów, uczestnik konkursu Mr Olimpia, Serge Nubret. Dał temu wyraz, już jako wiceprezes IFBB, w wywiadzie, który został opublikowany w 2001r. w jednym z czasopism kulturystycznych.
„Weider nie płaci swoim mistrzom tyle, ile naprawdę są warci. Cały czas boi się, że straci nad nimi kontrolę. Przemysł suplementowy przynosi rocznie ponad 60 milionów dolarów, a mimo to żadnemu kulturyście nie wiedzie się ani trochę lepiej. Sprawia to, że kulturystyka nie cieszy się odpowiednią renomą”.

Nubret miał też, krytyczne uwagi do trendów panujących wśród sędziów. „;Głównym problemem jest nacisk na masę mięśni, a nie na ich jakość. Czasem całość jest wstrętna, niektórzy wyglądają jakby byli w ciąży. Żadna czołowa firma produkująca sprzęt czy odżywki dla kulturystów nie umieściłaby nigdy w swojej reklamie takiego wołu trzymającego jej produkt”.

Podróże Bena
W początkowym okresie istnienia IFBB Weiderowie rywalizowali, a nawet walczyli z ludźmi American Athletic Union (AAU), a szczególnie ze swoim najgroźniejszym rywalem, Bobem Hofmanem , zwanym żelaznym ojcem amerykańskiego atletyzmu. Był on milionerem, wydawcą i sponsorem reprezentacji USA w podnoszeniu ciężarów i amatorskiej kulturystyki, osobą bardzo wpływową w światowym sporcie. Mieli też problemy z najstarszą federacją kulturystów : NABBA (mającą swój nieformalny początek od 1913 roku), która ma siedzibę w Londynie. Od samego początku poważną przeszkodą w rozwoju IFBB było to, iż kulturystyki nie uważano w wielu krajach za sport. Była ona nie tylko krytykowana, ale i ośmieszana. Z tego powodu do Stowarzyszenia Międzynarodowych Federacji Sportu IFBB została przyjęta dopiero w 1971 roku.
Ben Weider usilnie pracował nad tym, aby kulturystyka była wszędzie uznawana i powszechnie uprawiana. Jeździł po świecie dynamicznie ja propagując. W 1971 roku przyjechał do naszego kraju, w którym od 14 lat odmawiano uznawania kulturystyki jako sportu.




Na zdjęciu: Spotkanie w Warszawie 1971 r., od lewej: Feliks Kędziorek - prezes Zarządu Głównego TKKF, Włodzimierz Reczek - Szef GKKFiT oraz Ben Weider -prezydent IBBB. Fot. Jan Rozmarynowski.

Udałem się do Warszawy - wspominał Ben - i powiedziałem ministrowi sportu (Włodzimierzowi Reczkowi), iż IFBB popiera ćwiczenia - czy jest pan przeciwko temu? On odpowiedział nie. Stwierdziłem: Jesteśmy za właściwym odżywianiem i zdrowymi zwyczajami. Czy jest to w niezgodzie z pana filozofią? Nie. Ja powiedziałem: My odradzamy używanie tytoniu, alkoholu i narkotyków. Sądzę, że pan odczuwa to samo. Czyli zgadzamy się we wszystkim. Dlaczego więc nie chce pan uznać IFBB? On odpowiedział: W porządku, to dobry pomysł. Tak Polska przyłączyła się do IFBB.

Jednak te „załatwienie”” sprawy przez Bena Weidera - poza formalnym wstąpieniem naszego TKKF do IFBB - prawie nic w polskiej kulturystyce nie zmieniło. Body building nadal nie była uznawana za sport. Stan ten trwał do 1992 r. Jednak, być może, dzięki tej krótkiej rozmowie w latach 70 - tych mikroskopijna ekipa TKKF uczestniczyła dwa razy w mistrzostwach IFBB.

”Najważniejszy jestem ja”
W następnych latach Ben Weider był w Polsce kilkakrotnie. Za każdym razem rozmawiał nie tylko z kulturystami, ale i z władzami z władzami polskiego sportu. Zwiedzał m.in. warszawskie ośrodki: „Błyskawica”, „Herkules", „Syrenka". W czasie wizyt nad Wisłą zawsze rozdawał uśmiechy, a najlepszym zawodnikom i działaczom wręczał dyplomy, medale i znaczki IFBB. Były też gipsowe statuetki kulturysty, pokryte złotą farbą. Zawsze elegancki i na dystans i zawsze w tym samym służ-bowym garniturze: szare spodnie, granatowa marynarka z dużym emblematem IFBB i napisem President, na piersi. Jacek Korczak - Mleczko uważa, że Ben jest człowiekiem skromnym... ale nie do końca.
„Chwilę słabości zdarzają się mu - przy końcu zawodów, gdy musi wskoczyć na pudło, aby aktualni mistrzowie pozowali z nim do zdjęcia. Podnosi ich ręce do góry, rozpromieniona twarz zdaje się mówić, że oto jest mój człowiek, najlepszy w moim sporcie. Ale najważniejszym jestem ja”.
Tą słabość szefa IFBB przejęli niektórzy prezesi krajowych federacji. Kulturystów. Obecnie jest normą.



Na zdjęciu: Mistrzostwa Europy, Warszawa 1986 r. Od lewej: Autor artykułu, Ben Weider i Witold Majchrzak - Nestor Polskiech Kulturystów. Fot. Jan Rozmarynowski.

W 1984r. prezydent IFBB przyjechał do Polski wraz ze swoim 20-letnim synem Erykiem, aby uczestniczyć w zlocie TKKF i mistrzostwach polskich kulturystów w Bydgoszczy. Spotkał się z szefem polskiego sportu, prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Marianem Renke. Przy tej okazji zaprosił do Kanady i USA naszą 5 osobową ekipę kulturystów. Pokrył koszty przelotu i ich 14 dniowego pobytu. Jej członkowie wzięli udział w mistrzostwach świata i kongresie IFBB w Las Vegas. Ben uzyskał wówczas zgodę Renkego na organizację Mistrzostw Europy w 1986r. w Warszawie, podczas których ponownie gościł nad Wisłą.

Order od Wałęsy
Długoletnia praca i zabiegi Bena Weidera doprowadziły do tego, że w do jego federacji należą 173 państwa, a body building to dzisiaj kilkanaście milionów kulturystów oraz masowy ruch dla zwykłych ludzi, których nie interesują wynaturzone mięśnie, gdyż ćwiczą tylko dla zdrowia i ładnej sylwetki.
Klan Weiderów miał się dobrze: Firmy przynosiły im milionowe zyski. Nie brakowało im też zaszczytów. Głównie Benowi - za swoje zasługi dla kulturystyki otrzymał wiele tytułów i wyróżnień: od honorowego komendanta miejskiej policji i straży pożarnej do najwyższych oznaczeń państwowych, np. został odznaczony Legią Honorową i Orderem Orła Białego (przyznanego mu w 1991 r. przez prezydenta RP, Lecha Wałęsę). Był też nominowany do Nagrody Nobla.

Żelazna ręka ojca
Póki braciom Weiderom dopisuje zdrowie, o istnieniu ich imperium możemy być spokojni. Ale problemów nie brakuje. Największym ich zmartwieniem jest powszechność stosowania w kulturystyce niedozwolonych środków farmaceutycznych. Pomimo dyrektyw, zakazów i programów jest coraz gorzej. Na przykład obecność środków dopingujących stwierdzono u kilkunastu medalistów mistrzostw IFBB, a najwięcej w czasie czempionatu w Egipcie.

Wydaje się, że stanowi to główną przyczyną, tego, iż usilne starania Bena Weidera, by kulturystykę przyjęto do rodziny sportów olimpijskich, od lat nie przynoszą rezultatu. Można mięć obawę, czy sędziwemu prezydentowi starczy sił i czasu na załatwienie tej sprawy. Sądzono ze kontynuatorem polityki Bena i następcą na tronie IFBB będzie jego syn Erik. Był kila lat nawet sekretarzem generalnym IFBB, ale nie sprawdził się. Kto więc, tak jak w latach siedemdziesiątych Ben Weider, wykaże się równie „żelazną ręką” w kierowaniu IFBB?

Ostatnie lata
Imperium familii Weiderów przechodzi stopniowo inne ręce.
Joe sprzedał swoje wydawnictwa oraz sieć sklepów z asesoriami kultu-rystycznymi, zaś Ben ma coraz mniej siły do kierowania swoją federacją. Sprzedają też udziały kapitałowe swoich firm.
Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują ze nie uda się im rozwiążać swojego wielkiego problemu, jakim jest doping w wyczynowej kulturystyce. Ta sytuacja jest dobrze znana w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim i Światowej Agencji Antydopingowej. Dla większości działaczy tych organizacji kulturystyka to sport kojarzący się z stosowaniem niedozwolonych i szkodliwych środków dopingowych.
Sędziwy właściciele IFBB bracia Weiderowie zrozumieli ze ich kulturystyka pomimo usilnych starań wymknęła się im z „gestii” olimpijskich sportów, raczej bezpowrotnie. Czas braci Weiderów zbliża się do końca.

Autor: Jan Włodarek.Warszawa . Kwiecień 2003 r.
Ben Weider zmarł 17 października 2008 r. w wieku 84 lat. . Zobacz również : „Wielki człowiek kulturystyki” ( dział: „Jan Włodarek”), „Ben Weider w Polsce, 1984” (dział: „Historia).

436/ J.W. – 44/ 2011.10.25/JWIP.PL
Aktualizacja: 2012.02.18. Godz. 17:32


Tradycja zobowiązuje. Aut. Henryk Jasiak

Na zdjęciu: Andrzej Laskowski w 1962 r. Ładna sylwetka wypracowana bez wspomagaczy.

Rok 1962

Do ośrodka kulturystycznego „Syrenka” przyprowadzili go koledzy - Józef Radziwiłko i Bogdan Kryca. Spośród pozostałych uczestników wyróżniał się chyba tylko potężnym karkiem. Kiedy pod koniec treningu zdjął dres i napiął mięśnie, na sali rozległ się szmer podziwu. Kto to jest?- pytano Radziwiłkę. Przybysz mógł rzeczywiście zaimponować. Potężne barki, ramiona niczym konary i fantastycznie umięśnione plecy.

Andrzej Laskowski - student III roku wydziału Architektury Wnętrz Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, nie przypadkowo trafił do kulturystyki. Już od najmłodszych lat marzył o karierze sportowej i chciał wzorem swego ojca poświęcić się atletyce. Jego ojciec, Antoni Laskowski, był przed wojną znanym sportowcem, wicemistrzem Polski w podnoszeniu ciężarów sparingpartnerem słynnego zapaśnika Aleksandra Garkowienki. Nic dziwnego, że Andrzej chciał kontynuować tradycje rodzinne.


Już w X klasie „ogólniaka” zapisał się do sekcji zapaśniczej „KS Rzemieślnik”. Tam pod opieką trenera Syrockiego, stawiał pierwsze kroki na zapaśniczej macie
Po rocznym treningu wyłonił się problem: matura czy sport? Nie bez nacisku ze strony ojca wybrał to pierwsze. Po uzyskaniu świadectwa dojrzałości z podwójnym zapałem zabrał się do treningu. Zainteresował się podnoszeniem ciężarów i pierwsze udane próby zachęciły go do uprawiania i tej dyscypliny. Skonstruował sobie w domu 150 kg sztangę, dwie sztangielki i stojaki do przysiadów - sprzęt, którego zresztą do dziś używa.

Kulturystykę zaczął uprawiać już po wstąpieniu na studia. Odwiedzał często „akademika” na ul. Kickiego i tam zetknął się z Radziwiłką i Krycą. Zaczynał oczywiście według wzorów „Sportu dla Wszystkich”, ćwicząc początkowo metodą Sandowa - hantlami 3- 5 kg. W tym okresie potrafił ćwiczyć codziennie po 2 a nawet 3 godziny, nie opuszczając przy tym treningów zapaśniczych. Rezultaty przyszły szybko. Po dwóch latach doszedł do wspaniałych wyników.

Równolegle z treningiem siłowym walczył na macie, występując kilkakrotnie w barwach „Rzemieślnika” w rozgrywkach II ligi. Do tej pory można go spotkać raz w tygodniu na treningu zapaśniczym, dzięki któremu utrzymuje sprawność, gibkość i kondycję. Debiut Andrzeja Laskowskiego w zawodach kulturystycznych o „Złotą Sztangę”wypadł bardzo dobrze. Laskowski zadziwił wszystkich wspaniałym umięśnieniem, szczególnie grzbietu i ramion.




Na zdjęciu : Andrzej gasi pragnienie. Wówczas po intensywnym trenigu najbardziej smakowała gazowana orenżada. Fot. Jan Rozmarynowski.

W swoim treningu systematycznie stosuje ćwiczenia trójboju olimpijskiego: zarzucanie sztangi na proste nogi (rekord 120 kg) i rwania sztangi. Tymi ćwiczeniami w głównej mierze zawdzięcza siłę i wspaniale rozwinięte mięsnie grzbietu i nóg. Mięśnie brzucha ma tak silne, że potrafi wykonać skłon tułowia na skośnej ławce (kąt pochylenia ok. 30 st.) z ciężarem 35 kg trzymanym na karku.

Andrzej Laskowski trenuje bardzo intensywnie: 4 razy w tygodniu po 2, 5 godz. kulturystykę i raz w tygodniu zapasy. Nie stosuje żadnych sztywnych reguł; ilość ćwiczeń uzależnia od samopoczucia. Ma natomiast kilka ulubionych ćwiczeń, które zawsze wykonuje, zmieniając jedynie, co pewien okres (2-3 miesiące) ich natężenie i ciężar sztangi czy sztangielek.

Poniżej podajemy opis tych ćwiczeń oraz obciążenie i ilość serii, jakie stosował w marcu 1962 roku:
1. Wyciskanie sztangi w leżeniu: 6 serii po 4-6 ruchów, obciążenie 90 - 120 kg;
2. Przenoszenie sztangi w leżeniu zza głowy zgiętymi rękami - 5 serii po 5 powtórzeń z ciężarem 60 kg;
3. W siadzie na pochyłej ławce naprzemianstronne uginanie ramion, sztangielki 20 kg - 5 serii po 8 powtórzeń;
4. Odchylanie ramion do tyłu z jednoczesnym pochyleniem tułowia w przód ( na tricepsy) – 5 serii po 6 ruchów, sztanga 40 kg;
5 .Podciąganie na drążku w podchwycie (dłoń przy dłoni) z obciążeniem 25 kg -5 serii po 6 ruchów;
6. Unoszenie ramion bokiem w gorę, sztangielki 15 kg - 4 serie po 10 ruchów;
7. Krążenie ramion, sztangielki 15 kg - 4 serie po 10 powtórzeń;
8. Skłony tułowia na pochyłej ławce z obciążeniem 10 kg - 6 serii po 10 skłonów.

Rekordy życiowe i wymiary antropometryczne Andrzeja Laskowskiego (marzec 1962 r.).
Wiek - 24 lata; wzrost - 173 cm; waga - 82 kg; obwód klatki piersiowa - 120 cm; biceps - 41 cm; udo - 61 cm; kark - 43 cm.
Wyciskanie klasyczne - 100 kg; rwanie - 95 kg; podrzut - 130 kg; Wyciskanie leżąc - 130 kg; przysiad - 160 kg; 1 pompka na poręczach z obciążeniem - 80 kg; pchnięcie kulą - 12,03 m; rzut dyskiem - 36,83 m.

Autor: Henryk Jasiak (1936 - 2008). Źródło: „Sport dla Wszystkich”, kwiecień 1962 r.
Rej.497/ Sylwetki - 31 /2012.02.16/JWIP.PL
Aktualizacja:2012.02.17. Godz. 11:15



W 4 miesiące zwiększył obwody bicepsów o 6 cm.

Kulturystyka naturalna

Marian Rossa najwszechstronniejszy kulturysta w historii polskiej kulturystyki, intensywnie trenując, poczynił w 1964 roku zadziwiające postępy. W ciągu czterech miesięcy obwód bicepsów zwiększył o sześć centymetrów (po rozgrzaniu miał - 47cm).
To osiągnięcie Rossy i dziś stanowi swego rodzaju niespotykany postęp, w tak krótkim okresie. Ważył wówczas zaledwie 78 kg (przy wzroście 171 cm). Tak rewelacyjny wynik uzyskał bez wspomagania obecnie modnymi środkami „do łykania z puszek”.
44 lata temu wykonywał klasyczne ćwiczenia, które obecnie czasem są pokazywane w kolorowych magazynach dla kulturystów, z określeniem „nowoczesne”!
W rzeczywistości one wiekowe i dla niektórych obecnych mistrzów kulturystyki pewnie archaiczne. Mnie to jednak nie wadzi, gdyż odpowiednio połączone są wielce skuteczne w „budowaniu” masy mięśniowej. Można przyjąć to ironicznie, ale prawdą jest, że bez „prochów i innych wspomagaczy” zbuduje się w miarę szybko masywne ramiona i nie tylko. To pewnie cios w to, co głoszą tzw. ekspercji i gorliwi wyznawcy kolorowych reklam nawołujących do faszerowania się „pigułami”.

Marian Rossa, bicepsy rozwijał tylko dwoma ćwiczeniami połączonymi w super serię. Ja to potwierdzam, ćwiczyłem razem z nim, zwiększając obwód bicepsów o 3 cm!
Wykonywał osiem superserii:
A) Wyciskanie sztangi w wąskim rozstawie ramion (ok. 40 cm) na skośnej ławce, ( kąt do. 60 stopni), 10 powtórzeń - obciążenie 80 - 100 kg.
B) W siadzie na skośnej ławce uginanie ramion ze sztangielkami, obciążenie 30-35 kg ( 4 s. jednoczenie unosił sztangielki, pozostałe serie – na przemian), po 10 powtórzeń.

Każdy ruch w czasie wykonywaniu tych ćwiczeń był bardzo dokładny, ruch opuszczający sztangielkę zwalniany.
Będąc instruktorem wbijał swoim podopiecznym do głowy, że „każde ćwiczenie skutecznie zwiększa masę mięśniową i siłę. Trzeba je tylko wykonywać precyzyjnie i w jak największym skupieniu”.

Jan Włodarek
24 maja 2009 r. W oparciu: własne spostrzeżenia i artykuły Mariana Rossy w „Sporcie dla Wszystkich”, z lat 60.
Rej. 496/Porady – 68/2012.02.13/JWIP.PL
Aktualizacja: 2012.02.14. Godz. 10:31.


STOP ACTA !



PROTEST "ANTI ACTA", BO ACTA - TO JEDNAK ŁAMANIE PRAW, MIĘDZY INNYMI WOLNOŚCI PRZEKONAŃ I WYRAŻANIA POGLĄDÓW, A TO PRZECIEZ ELEMENTY ZASAD DEMOKRACJI.
DOTYCHCZAS BYŁA WOLNOŚĆ W PRZESTRZENI INTERNETOWEJ !
Obecnie "mamy do czynienia z jakąś konspiracją elit i rządów przed własnymi społeczeństwami i to w sprawie fundamentalnej, czyli wolności słowa".

Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha powiedział; - Pod hasłem obrony prawa własności ACTA daje przywilej instytucjom i koncernom kosztem gwarancji KONSTYTUCYJNYCH PRAW WOLNOŚCI słowa dla obywateli. W kwestiach dotychczących zakresu zmiany obowiązywania KONSTYTUCJI NIE MOŻE BYĆ TAK, że odbywa się to poza wiedzą demakratycznego Społeczeństwa. Mówimy o prawie niższego rzędu, które ma zmienić zakres wolności gwarantowanych KONSTYTUCYJNIE, i to jest coś niebywałego! (27.01.2012).

(Onet.pl 03.02.2012). Podjąłem decyzję o zwieszeniu procesu ratyfikacji ACTA - powiedział na konferencji prasowej premier Donald Tusk. Przyznał, że konsultacje społeczne były niepełne i potrzebna jest głębsza analiza skutków umowy ACTA. - Są pewne dwuznaczności i musimy być w 100 proc. pewni, czy są bezpieczne dla polskich użytkowników internetu - dodał Tusk. Tymczasem prezydent Bronisław Komorowski czeka na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie ACTA, bo jeśli będą jakiekolwiek przesłanki, że w związku z tą umową mogą być naruszone wolności obywatelskie, nie złoży podpisu pod jej ratyfikacją.

Argumenty internautów dotyczące wstrzymania ratyfikacji ACTA są uzasadnione - powiedział dzisiaj na konferencji prasowej premier i dodał, że potrzebna jest w tej sprawie społeczna debata. - Potrzebne są nowe przepisy uwzględniające rzeczywistość, którą stworzył internet - stwierdził.


STOP ACTA !

J.W. Styczeń 2012

Pionierzy tworzyli historie

Na zdjęciu: Mieczysław Krydziński, 1965 rok, z arch J.W.)

Tworzyli i realizowali. Jeden z nich kol. Jan Włodarek swoim artykułem pt. „Powracają pionierzy naszej kulturystyki”, zainaugurował cykl „Uchronić przyszłość dla przeszłości”.
Trzeba jednak wykonać ciężką pracę, aby do tego doprowadzić. Właśnie o tym, i w jaki sposób i zakresie ją wykonać, przeczytacie w naszym nowym dziale: „PIONIERZY”.
Przeczytajmy artykuły: "Powracają pionierzy naszej kulturystyki", "Stanisław Wielgus - rozpoczął od tańca", "Pamięć o Pionierach Kulturystyki", "Stanisław Wielgus pomaga chorym". "Niesamowity wyczyn Daniela Pasternaka. 140 kg na 75 urodziny!", "60 - te urodziny Sławomira Filipowicza", "Przybył do nas Maciej Szymański" itp.

Zapraszam, Ignacy 28 października 2009 r.

Ostatnia aktualizacja 29 listopada 2011 godz. 00:12


Ostatnie Artykuły
Kulturyści Gniezn...
Rumun prezentuje ...
Dr Paweł Piotrows...
Michał Wejroch w ...
Historii polskiej...
Flesz
Marian Glinka - gra (1977 r.)
Marian Glinka - gra (1977 r.)
SYLWETKI
Na forum
Zapraszamy na forum
oraz
do Pionierów
Ankieta
Ile masz lat?

poniżej 16 l.

16 - 20 l.

21 - 30 l.

31 - 50 l.

powyżej 50 l.

Jeżeli na tej stronie widzisz błąd, napisz do nas.

Jan Włodarek | Historia | Sylwetki | Wywiady | Porady | Trening | Dietetyka | Medycyna | Wspomaganie | Sterydy | Ośrodki | RÓŻNE